gru
7
Holenderskie gminy skrzyknęły siÄ™, by wspólnymi siÅ‚ami poradzić sobie z problemami polskiej imigracji zarobkowej, bez której żyć siÄ™ nie da, ale z którÄ… żyć im coraz trudniej - pisze “Gazeta Wyborcza”.
Piją, imprezują nocami, nie mówią po niderlandzku. Ale bez nich nie byłoby komu zrywać pomidorów, budować domów czy kopać cebulek tulipanów - tak mniej więcej przeciętny Holender patrzy na 120 tys. Polaków, którzy w ciągu ostatnich miesięcy przyjechali do pracy w Niderlandach.
Holandia ma kłopoty z Polakami, bo nie jest przygotowana do przyjęcia tak wielkiej liczby pracowników - tłumaczy Małgorzata Bos-Karczewska, dziennikarka, która redaguje polonijny portal Polonia.nl. Po zupełnym otwarciu tamtejszego rynku w maju br. okazało się, że ciasne Niderlandy zaczynają pękać w szwach - podaje gazeta.
Największy ciężar polskiej imigracji spadł na holenderskie gminy i aglomeracje takie jak Rotterdam, Haga czy Utrecht. Dlatego 12 grudnia ponad 100 holenderskich gmin spotyka się w Rotterdamie na specjalnym szczycie poświęconym problemom z imigrantami z nowych krajów UE.
Holenderska prasa okrzyknęła tÄ™ oddolnÄ… inicjatywÄ™ “Polen Top”, czyli szczyt o Polakach, bo choć bÄ™dzie mowa też o Rumunach i BuÅ‚garach, to Polaków jest najwiÄ™cej. Uczestnicy spotkania chcÄ… spisać listÄ™ wyzwaÅ„ zwiÄ…zanych z nowÄ… imigracjÄ… i zaapelować do rzÄ…du o pomoc w sprawie szkół dla Polaków, mieszkaÅ„, kursów jÄ™zyka - pisze “Gazeta Wyborcza”.
Komentarze
Odpowiedz