gru
13
W półmilionowej Hadze mieszka około 10 tys. Polaków. Z każdym dniem przybywają nowi. Bo pracy nie brakuje, gorzej z mieszkaniami. Nasi rodacy wybrali sobie kwartał miasta obejmujący ulice Beeklaan, Weimarstraat i Regentesselaan.
Prawie nie widać tam rodowitych Holendrów. Dzielnica opanowana jest od lat przez różnej maści cudzoziemców. Dużo tutaj Turków, Marokańczyków, Hindusów, mieszkańców Surinamu (terytorium zależne Holandii w Ameryce Południowej), a ostatnio przybyszów znad Wisły.
W szklarniach i na budowach
Haga przyciąga Polaków z dwóch powodów. Po pierwsze, stosunkowo łatwo tu o pracę. Osoby bez kwalifikacji znajdą zajęcie w setkach szklarni, które okalają miasto od południa i wschodu. Sezon pod szkłem trwa w Holandii przez cały rok. Natomiast w samym mieście najwięcej naszych pracuje na budowach. Drugim, ważnym atutem Hagi jest tutejszy rynek mieszkaniowy. Można tu znaleźć wolne lokale, a poziom czynszów jest znacznie niższy niż np. w Amsterdamie. W szklarniach można liczyć na standardowe 7,5 euro za godzinę. Kto chce zarobić więcej, musi pracować za dwóch, albo… zarejestrować działalność i potem robić to samo, tyle że pod szyldem własnej firmy. Holender zaoszczędza w ten sposób na podatkach, ubezpieczeniu i prawach socjalnych, ale w zamian godzi się na wyższe stawki.
Praca pod płaszczykiem własnej firmy jest szczególnie popularna w mieście, na budowach. Oczywiście jest to czysta fikcja. Polacy są szefami firm tylko formalnie. Przychodzą do pracy jak zwykli robotnicy, wykonują polecenia i zarabiają wg z góry ustalonych stawek godzinowych.
Gdzie ci Polacy?
Spacerując po Beeklaanie i sąsiednich ulicach trudno sobie wyobrazić, że mieszkają tutaj tysiące Polaków. Naszych sklepów jest tylko kilka, restauracja jedna, a samochodów z polską rejestracją prawie nie widać. Nasi żyją tutaj bowiem w pewnej konspiracji. Nie ściągają samochodów z Polski, bo po kilku miesiącach byliby zmuszeni je przerejestrować i zapłacić podatek od luksusu (BPM). Polacy nie chcą się rzucać w oczy także z tego powodu, że zwykle mieszkają nielegalnie, bez meldunku, po kilka lub nawet kilkanaście osób w jednym mieszkaniu. Tymczasem Holendrzy są niezwykle wyczuleni na takie przypadki. Miejscowa policja często robi niespodziewane przeszukania i jeśli znajdzie w jakimś mieszkaniu więcej łóżek lub materacy niż należy, wszyscy lokatorzy lądują na bruku.
Komentarze
Odpowiedz