maj
31
Nie chciałam pojechać tam gdzie wszyscy, tj. na Wyspy. Wybrałam Cypr też wyspę ale piękną i skąpaną w ciepłym morzu. Dzisiaj żałuję tego wyboru. Cypryjczycy poważają tylko turystów, a pracowników gnębią i wyzyskują. Naczytałam się sporo o Cyprze, o dynamicznie rozwijającej się turystyce. Zaraz po maturze, latem ub. r. wybrałam się w podróż autokarem do Frankfurtu nad Menem. Za przejazd w obie strony zapłaciłam 270 zł. Niestety, za sąsiadów miałam pijanych, awanturujących się pasażerów. Za to przelot do Larnaki na pokładzie samolotu Lufthansy (za jedyne 700 zł tam i z powrotem) okazał się prawdziwą przyjemnością. Wybrałam przelot z Niemiec, bo okazał się najtańszy. Stosunkowo niedrogo wychodzi też lot z Pragi (szczegóły na stronie www.smartwings.com). Praca z internetu Swoją pierwszą, cypryjską pracę znalazłam na portalu Eures. Jeszcze przed wyjazdem z Polski zadzwoniłam na numer podany w ogłoszeniu. I niemal natychmiast zostałam przyjęta na stanowisko kelnerki. Trochę mnie zdziwiło, że nikt nie pytał o wiek ani o doświadczenie. Decydująca okazała się moja dobra znajomość angielskiego oraznarodowość. Zgodnie z umową z lotniska miał mnie odebrać zaprzyjaźniony taksówkarz szefa restauracji. Po godzinie nerwowego wyczekiwania zjawił się rozespany gość trzymający w ręku kartkę z moim nazwiskiem. Wyjaśnię, że nazywam się krótko (5 liter) i łatwo to słowo zapamiętać. Dowodów na niezbyt wysoki poziom inteligencji Cypryjczyków częściej zwanych z angielska Cypriotami miałam wkrótce zobaczyć więcej… Na łasce szefa Wylądowałam w niewielkiej nadmorskiej miejscowości Polis. Następnego dnia po przyjeździe zaczęłam pracę. Na wstępie zapytałam o warunki umowy. Okazało się, że na coś takiego jak kontrakt mogę liczyć, ale najwcześniej po kilku miesiącach. Mój szef nie miał zamiaru opłacać za mnie ubezpieczenia i podatków. Jak się później dowiedziałam, nie on jeden. Tak robi większość cypryjskich restauratorów. Na domiar złego mój Cypriot nie chciał ze mną dokładnie ustalić godzin pracy i wysokości zarobków. Na szczęście gwarantował dach nad głową, wyżywienie i jeden dzień wolny w tygodniu. Po miesiącu pracy, po 10-15 godz. dziennie, otrzymałam do ręki 250 funtów cypryjskich. Czyli nawet nie tyle ile wynosi minimalna płaca w tym kraju 300 funtow, tj. ok. 2100 zł
lis
13
Do tej pory Cypr jawił się jako wyspa, na której na Polaków nie czeka nic dobrego. Złe warunki mieszkaniowe, niesympatyczni i najczęściej nieuczciwi szefowie, stosunkowo niewysokie zarobki i spore koszty utrzymania. Okazuje się jednak, że z pracy na Cyprze można być zadowolonym. O blaskach życia na tej śródziemnomorskiej wyspie opowiada Kasia Wyjechała zaraz po skończeniu studiów. Dyplom magistra nie otwierał w Polsce przed nią świetlanej przyszłości, dlatego bez wahania zgodziła się odłożyć go na półkę. Poprosiła o pomoc koleżankę, która już od jakiegoś czasu pracowała na Cyprze w jednej z restauracji należącej do amerykańskiej sieci Pizza Hut. Szybko okazało się, że na Kasię czeka nie tylko praca, ale i dość dobre zarobki 300 funtów cypryjskich (1 CYP=6,7 zł) za 206 godzin pracy wpłacane co miesiąc na konto, do tego dodatkowo płatne nadgodziny, napiwki (jakieś 50-60 funtów tygodniowo) oraz bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie w czasie pracy. Na korzyść Kasi przemawiało nie tylko to, że była młoda, gotowa wyjechać niemal natychmiast i nieźle znała angielski, ale także a może przede wszystkim to, że od czterech lat jako studentka dorabiała w Polsce jako kelnerka właśnie w Pizza Hut. Ale, jak podkreśla, pracę można znaleźć także bez doświadczenia i znajomości angielskiego. Lato na Cyprze Sezon trwa od połowy kwietnia do końca października. Wtedy o pracę nietrudno. Pozostała część roku to senne i leniwe życie, niewielu turystów i pozamykana większość lokali. Kasia wyjechała na początku maja. Na miejscu podpisała obiecany wcześniej kontrakt i rozgościła się w jednym z pokoi, które pracodawca oddał do dyspozycji pracownikom: Polakom, Węgrom, Słowakom i Łotyszom. Dwuosobowy pokój okazał się nie tylko niewielką sypialną. Kasia miała do dyspozycji na spółkę z koleżanką także łazienkę i lodówkę. Dziewczyny same dbały o czystość. Co prawda przez pierwszych kilka dni toczyły nierówną walkę z karaluchami, ale szybko z nimi wygrały. Praca kelnerki nie była dla Kasi niczym nowym. Dlatego szybko i bez problemu zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Najlepiej świadczy o tym chyba fakt, że podczas dwukrotnej “kontroli” została oceniona na 100 proc. To spory sukces, tym bardziej, że nie znała przysłowiowego “dnia ani godziny”. W każdej chwili przy stoliku mógł bowiem usiąść “podstawiony” klient, który bynajmniej nie przyszedł po to by się najeść, ale by ocenić m.in. jakość pracy obsługującej go kelnerki. REKLAMA Czytaj dalej Nie tylko praca Rytm życia wyznaczały godziny pracy: co drugi dzień 10.00-23.00 (w weekendy i święta przynajmniej do północy) z obowiązkową przerwa na odpoczynek i posiłek między 15.00, a 18.00 lub bez przerwy od 15.00 lub 16.00 do końca dnia. Z hotelu, w którym mieszkała Kasia na piękną plażę było jakieś 20 minut spacerkiem. Tam czekał nie tylko gorący piasek i szmaragdowa woda, ale także bezpłatne leżaki i parasole, pod którymi można się było schować przed palącym słońcem. Do dyspozycji był także basen przy hotelu. Życie kosztuje Niestety, Cypr do tanich nie należy. Na szczęście dziewczyny miały zapewnione w godzinach pracy dwa bezpłatne posiłki i bez ograniczeń wodę i kawę mrożoną do picia. W dni wolne musiały same organizować sobie nie tylko rozrywki, ale i wyżywienie. Nie narzekały jednak, lecz w miarę możliwości szukały oszczędności. Ot choćby na wodzie. Ta, którą miały za darmo w kranach nie była najlepsza i zdecydowanie lepiej było kupować do picia butelkowaną, która niestety do tanich nie należała 50 centów za butelkę. Szybko się jednak zorientowały, że na ulicach są specjalne automaty, w których ludzie także za 50 centów napełniają wodą 25-litrowe baniaki. Polki nie zastanawiały się długo i codziennie ustawiały się w rządku po wodę. Kasia codziennie musiała płacić też za bilet autobusowy, którym dojeżdżała do pracy (80 centów w jedną stronę). Podróż z Agia Nappa, gdzie mieszkała, do Pernera zajmowała ok. 40-tu minut. Ponieważ wieczorem autobusy jeździły tylko do godziny 23.00 z pracy często trzeba było wracać taksówką (7 funtów za kurs 8-osobowym wozem do podziału między pasażerów). Na szczęście pracodawca płacił połowę. Tak więc często wychodziło taniej niż autobusem. Kasia nie narzeka. Na pokrycie wszystkich wydatków wystarczały jej pieniądze z napiwków. Całą pensję mogła więc odłożyć. Czasem pozwalała sobie na telefon do bliskich w Polsce (2-godzinne plotki to wydatek 5 funtów). * * * Gdyby nie męczące upały i jednak sporo pracy, życie na wyspie byłoby rajem. Kasia mimo wszystko wróciła do Polski zadowolona i najprawdopodobniej wróci na Cypr w przyszłym roku. Pracodawca przy pożegnaniu nie tylko zaprosił ją ponownie, ale obiecał, że w następnym sezonie będzie czekał na nią kontrakt Gdyby nie podjęte przed wyjazdem zaoczne studia pomagisterskie zostałaby na Cyprze dłużej.
paź
7
Szczecinianki Katarzyna i Ewa wyjechały na grecką część Cypru z warszawską firmą ATJ “Lingwista”. Biuro organizuje zagraniczne wyjazdy młodych ludzi do pracy w hotelach i restauracjach. Jak opowiadają dziewczyny, oferta zapowiadała się bardzo atrakcyjnie - relacjonuje “Głos Szczeciński”. Organizatorzy wyjazdu przedstawiali go pod hasłem “rozrywka z pracą” - opowiada Kasia. Na miejscu okazało się, że nie ma to nic wspólnego z relaksem, tylko pracą ponad siły - dodaje. Miałam pracować w nadmorskim kurorcie, a wywieziono mnie do wioski w zupełnie innej części wyspy - mówi Kasia. Mowa była o tym, że będę pracować 6 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie. W rzeczywistości przez dwa miesiące nie miałam ani dnia wolnego. Pracowałam każdego dnia nawet po 14 godzin. Sprzątałam, stałam za barem, pracowałam w kuchni, byłam kelnerką… - relacjonuje. Takie same przeżycia miała Ewa. Przez pierwszy miesiąc pracowała nawet po 17 godzin na dobę. Podobnie jak inne dziewczyny, nie miała żadnego dnia wolnego. Dopiero potem, na własną rękę, poszukała sobie innej pracy. To nie koniec problemów. W umowie studentki miały zagwarantowane wyżywienie. Dziewczyny pracowały w snack barze, tam więc miały jeść. W praktyce wyglądało to inaczej. Jadłam jeden posiłek dziennie, na stojąco i w pośpiechu - twierdzi Katarzyna. Po jakimś czasie pracodawcy zabronili nam jeść mięso i żywiłyśmy się samymi bułkami. Nierzadko jadłyśmy resztki po klientach - dodaje. Przedstawiciel biura, z którym skontaktował się “GS” twierdzi, że o nieprawidłowościach dowiaduje się dopiero od nas. Studentki powiadomiły też polskiego konsula na Cyprze. Ten zaproponował im dochodzenie swoich praw przed sądem. (PAP)