W Lublinie kierowcy, którzy chcą wyjechać do Wielkiej Brytanii do pracy, uczą się prowadzenia autobusu piętrowego, do tego w ruchu lewostronnym - informuje “Nowy Dzień”.

“Piętrusa” sprowadzono do Lublina specjalnie po to, by szkolić kierowców dla jednej z największych firm komunikacyjnych w Anglii. Firma First będzie potrzebowała w ciągu kilku najbliższych lat nawet trzech tysięcy polskich kierowców. Na razie lubelscy kierowcy wprawiają się w jeździe po placu manewrowym. - O wyjeździe na ulice nie może być mowy - podkreśla Maciej Kulka, szef firmy szkolącej kierowców. - Pięciotygodniowy kurs w ruchu miejskim nasi kierowcy przejdą już w Anglii.

- Pracuję w lubelskim MPK od 1976 r. Mimo że biorę dodatkowe kursy i tyram jak wół, na rękę mam niecałe 1200 zł. A moja żona nie pracuje. Jak za takie pieniądze wyżywić pięcioosobową rodzinę? - żali się pan Krzysztof. - A Anglia to dla nas szansa na lepsze życie. Głupotą byłoby z niej nie skorzystać.

Takich osób jak pan Krzysztof w samym Lublinie są dziesiątki. W piątek w Ośrodku Szkolenia Kierowców “Kulka”, który m.in. prowadzi szkolenia kierowców dla angielskiej firmy komunikacyjnej First, odbyło się spotkanie organizacyjne. Pojawiło się na nim ponad 40 mężczyzn. Z wyjątkiem dwóch wszyscy byli ubrani w niebieskie koszule z nadrukiem MPK. O tym, że chcą szukać chleba na Zachodzie, mówią wyłącznie rodzinie. Dlatego nie chcą podawać nazwisk. - Szef by raczej tego nie zrozumiał i jeszcze byśmy z pracy polecieli. A tu przecież nie mamy żadnej gwarancji, że się uda - wyjaśnia jeden z kierowców.

Jedynym problemem może być nieznajomość angielskiego. - Zaledwie 10% kursantów jest w stanie jakoś się po angielsku dogadać. Reszta deklaruje, że będzie się go uczyć - wyjaśnia Maciej Kulka. Chętni na wyjazd do Anglii będą musieli - poza szkoleniem praktycznym - przejść również intensywny kurs angielskiego.

Za udział w szkoleniu kandydaci nie płacą ani grosza. Finansuje je firma First. Jedyny wydatek to opłata za przejazd do Anglii. Po pozytywnym przejściu kursu kierowca może liczyć na umowę o pracę i to, że firma znajdzie dla niego odpowiednio tanie mieszkanie.

Ile można zarobić? - Stawka wynosi od sześciu do ośmiu funtów za godzinę w zależności od zajezdni, do której trafi kierowca - wyjaśnia Katarzyna Sawicka, przedstawiciel First w Polsce. - Ponieważ tygodniowy plan pracy wynosi 38-40 godz., miesięczną stawkę można łatwo wyliczyć. Solidny pracownik może sporo odłożyć.

First prowadzi rekrutację w Polsce od listopada ub.r. Do tej pory wyszkolono tu blisko 500 kierowców, wśród nich kilka kobiet. Wszyscy znaleźli pracę w Anglii i o powrocie do kraju nie chcą nawet słyszeć. W tym roku dołączy do nich co najmniej kilkadziesiąt kierowców z całego kraju. Szkolenia odbywają się w Krakowie, Warszawie, Gostyniu, Olsztynie, Zamościu, Lublinie, Pabianicach i Gdańsku.

Największy irlandzki związek zawodowy SIPTU zagroził zorganizowaniem protestu przeciwko zastępowaniu Irlandczyków tanią siłą roboczą z innych krajów, w tym z dziesięciu nowych krajów UE przez operatora połączeń promowych “Irish Ferries”.

Poza SIPTU (Services, Industrial, Professional, and Technical Union) do sporu włączył się też brytyjski związek zawodowy RMT (Rail Maritime and Transport), domagając się inspekcji irlandzkich promów w portach brytyjskich w związku z doniesieniami o szykanowaniu załóg przez pracodawcę.

Firma “Irish Ferries” nosi się z zamiarem zwolnienia 550 miejscowych pracowników i zatrudnienia na ich miejsce cudzoziemców. Korzystając z otwarcia irlandzkiego rynku pracy, a także z tego, że przepisy o minimalnej płacy nie obowiązują na morzu, firma zamierza nowej załodze płacić poniżej obowiązującej w Irlandii stawki minimum.

Centrala związkowa SIPTU ostrzegła w poniedziałek, że nie może być bierna w obliczu takich praktyk, ponieważ mogą one stworzyć niebezpieczny precedens i znaleźć naśladowców w innych gałęziach gospodarki.

SIPTU zaprosiła na poniedziałek wieczór inne związki zawodowe, działające w sektorze prywatnym i reprezentujące łącznie 390 tys. pracowników, na naradę, żeby zastanowić się nad akcją protestacyjną i przedyskutować strategię przed kolejną rundą trójstronnych rozmów na linii rząd - pracodawcy - związki zawodowe.

Harmonijna współpraca rządu, pracodawców i związkowców (tzw. społeczne partnerstwo) uważana jest za jedno ze źródeł gospodarczego sukcesu Irlandii w ostatnich latach.

Spór w “Irish Ferries”, choć dotyczy jednej firmy, toruje pracodawcom drogę do stosowania podobnych rozwiązań. Nie można wykluczać, że nie rozszerzy się na pracowników innych sektorów - powiedział dziennikarzom Eamon Devoy ze związku zawodowego zrzeszającego techników TEEU.

Tymczasem sekretarz generalny RMT Bob Crow zaapelował o przeprowadzenie inspekcji na promach “Irish Ferries” w portach brytyjskich twierdząc, że pracodawca używa ochroniarzy do szykanowania pracowników i wzbrania kontaktu z inspektorami Międzynarodowej Federacji Pracowników Transportu (IWF).

Crow wypowiedział się w związku z niedawną odmową wejścia na pokład promu “Isle of Inishmore”, z którą spotkał się jeden z inspektorów IWF. Na promie tym załoga zabarykadowała się w maszynowni, gdy pracownicy z nowych krajów UE weszli na pokład w towarzystwie ochroniarzy.

Premier Irlandii Bertie Ahern skrytykował “Irish Ferries” za niezdarne podejście do całej sprawy, choć przyznał, że kierownictwu prywatnej firmy wolno rozważać restrukturyzację i obniżkę kosztów. Ahern nie wyklucza zaangażowania rządowej agencji ds. stosunków pracowniczych w rozwiązanie sporu.