wrz
29
W Danii, gdzie od dawna panuje niskie bezrobocie, a gospodarka rozwija się w zawrotnym tempie, brakuje rąk do pracy. W związku z tym rząd duński zaczyna szukać pracowników poza granicami kraju. Duński minister zatrudnienia Claus Hjort Frederiksen przedstawił w tym tygodniu program, który ma ułatwić zagranicznej sile roboczej, głównie ze Szwecji, Niemiec i Polski, dostęp do rynku pracy w Danii. Naszym priorytetem jest zatrudnianie duńskich bezrobotnych, ale w obecnej sytuacji, gdy nie są oni w stanie zająć wszystkich wolnych stanowisk, musimy szukać pracowników poza granicami kraju - podkreślił Frederiksen. Duńskie przedsiębiorstwa, chcąc skorzystać z wysokiej koniunktury, pracują pełną parą. Mimo tego nie są w stanie sprostać popytowi. Według najnowszych danych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 35,5 proc. przedsiębiorstw musiało zrezygnować z realizacji zamówień z powodu niewystarczającej liczby pracowników. Spadająca wydajność od początku 2005 roku do pierwszego kwartału 2006 roku spowodowała w duńskim sektorze przemysłowym straty w wysokości 27 mld koron (3,61 mld euro). Duńczycy przewidują, że do 2008 roku będą potrzebować 100 tys. nowych pracowników. Największe zapotrzebowanie panuje na robotników obsługujących maszyny, informatyków, elektroników, pracowników poczty. Obecnie w Danii pracuje już 7,5 tys. osób z Europy Wschodniej, z czego 60 proc. stanowią Polacy.
wrz
29
Coraz więcej Polaków przyjeżdżających na Wyspy wybiera życie z dala od Londynu. Głównym powodem są oczywiście zdecydowanie niższe koszty utrzymania przy porównywalnie wysokich zarobkach. Jednym z najpopularniejszych miejsc, do którego zjeżdżają rzesze naszych rodaków jest - oddalone o 130 mil od Londynu - Birmingham. Ta niezwykle zróżnicowana etnicznie i kulturowo metropolia jest częścią aglomeracji West Midlands z 2,6 mln mieszkańców i jednym z najbardziej uprzemysłowionych brytyjskich miast. Inaczej niż w Londynie Większość przyjeżdżających tu Polaków pracuje w fabrykach, na budowach lub farmach. Nie brakuje także ofert pracy dla kierowców, stolarzy, hydraulików czy elektryków. W Londynie łatwiej o zajęcie w barach czy restauracjach, tutaj jest inaczej. Najświeższe oferty znajdziemy w lokalnej prasie: “Bargain Pages” (każdy wtorek i piątek) oraz “Birmingham Mail” (czwartki). Marek z Tczewa pracuje na budowie. W Polsce studiował marketing i zarządzanie, potem prowadził hurtownię spożywczą. Znalezienie pracy nie było jednak proste i - jak w wielu przypadkach - pomogli znajomi. Zyskał także tym, że jest przedsiębiorczy i nie siedzi bezczynnie w miejscu. A takich, jak on doceniają Anglicy. - Są otwarci na cudze pomysły i otwarcie mówią ,,róbmy to” - Marek nie kryje zadowolenia, że trafił właśnie między takich ludzi.
wrz
27
W Polsce brakuje rybaków. Coraz więcej osób zaciąga się na kutry rybackie za granicą. Dlatego armatorzy i przedstawiciele związków rybackich chcą zmian w przepisach dotyczących zatrudniania na kutrach. W Irlandii aby zaciągnąć się na kuter wymagany jest jedynie paszport. W Polsce kandydat na rybaka musi mieć książeczkę żeglarską i ukończony kurs Indywidualnych Technik Ratunkowych. To koszt około 600 złotych i kilka straconych dni. Cała ta biurokracja odstrasza młodych ludzi chcących pracować w zawodzie rybaka - mówi Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich. Duża grupa naszych najlepszych rybaków wyjeżdża za granicę, bo tam są lepsze pieniądze. Wymagane jest też o wiele mniej dokumentów. W słupskim Urzędzie Morskim odbyło się spotkanie przedstawicieli administracji morskiej i rybaków. Rozmowy dotyczyły m.in. zatrudniania nowych osób. Jest propozycja, aby przywrócić funkcję praktykanta - osoby, która nie jest jeszcze pełnoprawnym członkiem załogi, i nie wymaga się od niego odpowiednich dokumentów i kwalifikacji. Praktykant mógłby jednak, przez określony czas, uczestniczyć w pracach na kutrze i przyuczać się do zawodu - mówił na spotkaniu Waldemar Rekść, zastępca dyrektora do spraw technicznych w Urzędzie Morskim w Słupsku. Rybacy przyznają, że problem jest ważny. Wiele osób nie nadaje się w ogóle do pracy na morzu. Dzięki okresowi przejściowemu, gdzie nie płaciliby za żadne szkolenia mogliby ocenić swoje możliwości - przekonywał zebranych na spotkaniu Grzegorz Hałubek. Ostatecznie uczestnicy spotkania zgodzili się wstępnie na przywrócenie na kutrze funkcji praktykanta.
wrz
26
Aby podjąć pracę w Hiszpanii według obowiązujących przepisów wystarczy okazać pracodawcy paszport. Teoretycznie, bo w praktyce bardzo często wygląda to inaczej. A jak wiadomo teoria nie zawsze idzie z praktyką w parze. Huelva. Budynek Casa del Mar. Tu mieści się Policia Nacional. Na zewnątrz, przy jednym z wejść długi ogonek ludzi. Przy drugim - przeznaczonym wyłącznie dla obywateli UE - czeka niewielka grupka Polek. - Od czterech lat pracuję w Hiszpanii na czarno - mówi jedna z nich, Anka. - Myślałam, że po wejściu Polski do Unii coś się zmieni. Ale gdzie tam! Chociaż zgodnie z prawem możemy być zatrudniani tylko na podstawie paszportu, nikt nie chce dać mi pracy. Wymagają Tarjeta Comunitaria. Dlatego właśnie tu jestem.
wrz
25
W Wielkiej Brytanii nie ma państwowej straży pożarnej, która byłaby zarządzana odgórnie. Jest za to 68 działających niezależnie jednostek na terenie Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Mundury czekają nie tylko na Polaków, ale także na Polki… Co jakiś czas lokalne oddziały przeprowadzają nabór nowych sił. Należy wówczas zadzwonić pod wskazany numer telefonu lub wypełnić zgłoszenie on-line i czekać na odpowiedź. To w zasadzie jedyna droga.
wrz
25
Praca u naszych południowych sąsiadów W Czechach pracuje ok. 13 tys. naszych rodaków, czyli 8,3 proc. wszystkich zatrudnionych w tym kraju obcokrajowców. Co prawda nie zarabiają tyle co w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy nawet w Hiszpanii, ale zamiast koszty utrzymania są znacznie niższe niż na Zachodzie. Kolejny atut przemawiający za Czechami, to nieduża odległość, zwłaszcza dla mieszkańców południowej Polski, którzy mogą przyjeżdżać do domu na weekendy. Poza tym, Czesi kulturowo praktycznie nie różnią się od nas, więc decydując się na wyjazd możesz być pewien, że nie przeżyjesz szoku. A i z językiem nie powinieneś mieć większego problemu, bo nawet jeśli ty albo twój rozmówca nie znacie angielskiego, to i tak najprawdopodobniej się dogadacie - czeski i polski są bowiem do siebie dość podobne.
wrz
25
Potrzebujemy utalentowanych, wykształconych, pracowitych osób z Polski” - ogłosił ostatnio Tom McCabe, szkocki minister finansów. W sierpniu rząd Irlandii oplakatował polskie miasta billboardami z hasłem “Rozwiń swoją karierę zawodową. Irlandzkie firmy rekrutują cieśli, inżynierów, elektryków”. Pracowników z Polski poszukują także Finowie i Szwedzi. W Unii Europejskiej może już pracować nawet 2 mln Polaków. Podczas gdy Polacy masowo wyjeżdżają za granicę, rodzimym przedsiębiorcom zaczyna brakować rąk do pracy, pustoszeją polskie budowy, szpitale, nie ma kto obsługiwać klientów w hipermarketach. “Chcesz wyjechać? Już nie musisz” oraz “Uwaga! Roboty dobrze płatne!” - tak poszukiwała pracowników na ulicach największych miast firma budowlana Budimex. Sieć supermarketów Carrefour rozwiesiła w Warszawie billboardy z hasłem “Gratulacje! Znalazłeś pracę! Zadzwoń” We wrześniu w Wielkiej Brytanii i Irlandii ruszyła wielka akcja mająca zachęcić Polaków do osiedlenia się we Wrocławiu, gdzie w najbliższych latach powstanie 100 tys. nowych miejsc pracy. W każdym centrum handlowym w Polsce wywieszone są informacje o naborze ludzi do pracy; przede wszystkim sprzedawców i pracowników restauracji. O tym, jak zacięta jest “wojna o głowy”, która rozpoczęła się w Polsce, świadczy fakt, że dyrektorka przygranicznego szpitala w Bogatyni, aby zatrzymać lekarzy, musiała podwyższyć im zarobki do 10 tys. zł brutto miesięcznie. A to dopiero początek walki o pracowników. W ciągu najbliższych 25 lat liczba osób zdolnych do pracy w UE zmniejszy się o ponad 20 mln, do 280 mln osób. - Fakt, że w Polsce mieliśmy o jeden wyż demograficzny więcej niż na zachodzie kontynentu, sprawił, że staliśmy się źródłem siły roboczej dla starzejącej się Europy, ale już niedługo fachowców zabraknie także w Polsce - ostrzega Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Problem podobny do tego, z którym się boryka UE, będą miały także Rosja, Japonia i Korea Południowa. - Dla tych państw najbardziej poszukiwanym “dobrem naturalnym” stanie się ludzka praca - przewiduje Sadowski. Biały, wykwalifikowany, dość tani pracownik z podobnego kręgu kulturowego to obecnie najbardziej poszukiwany “towar” w UE.
wrz
15
W centralnej dzielnicy Londynu, Westminster, o każdej porze dnia i nocy znajduje się na ulicy co najmniej 25-35 bezdomnych obywateli nowych krajów UE - oświadczyła Janet Haddington z rady samorządowej tej dzielnicy. Na dobrowolne odsyłanie tych ludzi autobusami do kraju pochodzenia władze dzielnicy wydają ok. 1000 funtów miesięcznie, a od 1 maja 2004 roku, kiedy nastąpiło rozszerzenie UE o 10 państw, z tej formy powrotu skorzystało 265 osób. Nic nie wskazuje, by skala zjawiska bezdomnych obywateli z nowych krajów UE zmniejszała się. Niektórzy spośród ludzi żyjących bez dachu nad głową są bezdomni od ponad roku - podkreśla Haddington. Najpoważniejsza sytuacja panuje - jej zdaniem - wokół katedry westminsterskiej, na zapleczu której znajdują się prywatne mieszkania. Ich właściciele skarżą się na niepożądane sąsiedztwo bezdomnych i twierdzą, że się ich obawiają. Niektórzy byli bezdomnymi jeszcze przed przyjazdem do Anglii. Inni są uzależnieni od narkotyków, których ceny na ulicy są niższe od alkoholu. Nasza gmina nie ma środków na sfinansowanie terapii odwykowej, a przecież nie będziemy wymieniać im zainfekowanych igieł na czyste. Westminster nie jest jedyną gminą, która zmaga się ze zjawiskiem bezdomności wśród imigrantów z nowych krajów UE - dodaje Haddington. Za imigrantami z Europy Środkowej i Wschodniej ujął się Kościół katolicki w Anglii i Walii. Wychodząca w Manchesterze katolicka gazeta “The Universe” cytuje w piątkowym wydaniu biskupa z diecezji Lancaster Patricka O’Donoghue’a, który pochwala rząd brytyjski za otwarcie rynku pracy, ale krytykuje go za to, iż nie zrobił dość, by pomóc w społecznej integracji imigrantów. Rząd nie może odwrócić się do tych ludzi plecami - podkreśla biskup, który w konferencji biskupów Anglii i Walii odpowiada za sprawy uchodźców i imigrantów. Hierarcha zwraca też uwagę, iż organizacje charytatywne nie mają im jak dopomóc, gdyż schroniska oferujące nocleg są finansowane przez państwo. Imigranci nie kwalifikują się do tego rodzaju pomocy, ponieważ nie spełniają warunku ciągłości pracy i opłacanych świadczeń socjalnych. Polscy bezdomni spod dworca Victoria najczęściej mówią, iż nie wracają, ponieważ nie mają do kogo lub czego. Komuś się zawieruszył paszport, więc wrócić nie ma jak. Ktoś inny został okradziony. Inny bezdomny spadł z rusztowania i za pośrednictwem biura darmowych porad prawnych zabiega o odszkodowanie. Jego znajomy mieszkał kątem u kolegi, ale musiał się wyprowadzić, gdy do kolegi przyjechał brat. Ewa Sadowska z Fundacji Barka, która ostatnio przebywała w Anglii na zaproszenie tutejszych organizacji charytatywnych, powiedziała PAP, iż bezdomni często nie wracają, ponieważ jest im wstyd. Często bezdomni przedkładają życie na ulicy w Londynie nad możliwość darmowego powrotu do kraju, bo im wstyd przed rodziną i znajomymi w Polsce. Miał to być wyjazd zakończony sukcesem. Motywacją był powrót z kapitałem, ale gdzieś po drodze podwinęła się noga. Jak tu wrócić jako bezdomny z dwiema plastykowymi torbami - powiedziała Sadowska.
wrz
15
Do opolskich sądów wpłynęły pozwy przeciwko holenderskiej firmie z siedzibą w Opolu. Wnieśli je kierowcy zatrudnieni w jednej ze spółek firmy matki w Holandii. Domagają się m.in. wypłaty należnych - ich zdaniem - wynagrodzeń - poinformowała Ewa Kosowska-Korniak z zespołu prasowego Sądu Okręgowego w Opolu. Kwoty, o jakich wypłatę wnoszą mężczyźni wynikają z różnicy pomiędzy płacą minimalną w Holandii, a rzeczywistymi wynagrodzeniami jakie otrzymywali tam polscy kierowcy, oraz należnych im - ich zdaniem - pieniędzy za nadgodziny. Tadeusz B., kierowca z Konina domaga się łącznie prawie 86 tys. zł. Z tego 18,5 tys. to różnica pomiędzy holenderską płacą minimalną a jego wynagrodzeniem, które wynosiło najwyżej 2,5 tys. złotych - wyjaśniła Kosowska-Korniak. W innym pozwie ten sam mężczyzna domaga się przywrócenia do pracy i wypłaty odszkodowania. Kosowska-Korniak dodała, że minimalne wynagrodzenie miesięczne wynosiło w Holandii, w czasie, gdy pracowali tam wnoszący pozwy (2004-2005) 1.366,20 euro za miesiąc pracy, czyli 5.355,50 zł. Jak wynika z pozwu, Tadeusz B. został zatrudniony jako kierowca w transporcie międzynarodowym. Do umowy o pracę załączona była informacja dodatkowa, w której podano, że kierowca został oddelegowany do podmiotu holenderskiego, gdzie świadczy pracę zgodnie z obowiązującymi przepisami. Wśród tych przepisów są m.in. regulacje o płacy minimalnej w Holandii zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego. Zdaniem kancelarii prawnej reprezentującej holenderską firmę zasadna jest tylko cześć pozwu Tadeusza B. dotycząca nadgodzin do wysokości 6,842 zł. Według pełnomocnika Holendrów powoływanie się przez polskiego kierowcę na dyrektywę unijną jest bezzasadne, gdyż - według jego wiedzy - obowiązuje ona dopiero od 1 stycznia 2006. Podobny pozew złożył inny kierowca zatrudniony w tej samej firmie. Artur W. z Wodzisławia Śl. domaga się ponad 89 tys. zł, z czego większość to nadgodziny liczone według stawek holenderskich wraz z odsetkami. Artur W. twierdzi, że zarabiał miesięcznie najwyżej 2.215,58 zł. - mniej niż połowę holenderskiej płacy minimalnej.
wrz
14
Tylko ośmiu na 135 Polaków ankietowanych przez reporterów BBC żałuje przyjazdu do Wielkiej Brytanii, a 60% ze względu na warunki pracy, mieszkanie, czy życie towarzyskie czuje się na wyspach “o wiele lepiej”, albo “nieco lepiej” niż w Polsce. Ankietowani przebywają w Wielkiej Brytanii od 2 miesięcy do 5 lat, a co czwarty zarabia poniżej ustawowej godzinowej stawki minimalnej ustalonej na 5,05 funta. Co trzeci dzieli wynajmowany pokój z obcą osobą. Z sondażu przeprowadzonego wśród 111 uczestników dorocznego VIII Festiwalu Polskiego w londyńskiej dzielnicy Ealing, a także wśród 24 przeglądających ogłoszenia o pracę w popularnym wśród imigrantów miejscu potocznie nazywanym “ścianą płaczu” wynika, iż Anglicy postrzegani są przez Polaków jako ludzie przyjaźni i otwarci (uważa tak 96% ankietowanych), lecz nie skłonni do ciężkiej pracy i źle się odżywiający. Bez względu na to, jaki by nie był stosunek polskich imigrantów do gospodarzy, większość ankietowanych ma obawy przed otwarciem brytyjskiego rynku pracy dla Bułgarów i Rumunów z chwilą ich wejścia do UE. Obawy zapewne biorą się stąd, iż ich możliwy napływ zwiększy konkurencję w ubieganiu się o prace, które najczęściej wykonują Polacy.