lis
30
Work&Travel przygoda życia Monika Trąbska studiuje psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W przyszłym roku będzie się bronić. Od 2004 roku, każde wakacje spędza w USA. Koszty związane z udziałem w programie W&T i wyjazdem, to ok. 2000 dolarów. Zacznijmy od początku. Rok 2004. Pierwszy i jedyny nie do końca udany wyjazd. Byłam “zielona” i zdecydowałam się na opcję, w której to biuro szuka pracodawcy. Trafiłam na szczęście razem z koleżanką na wyspę Block Island w stanie Rhoad Island. Z pozoru bajka luksusowy kurort, hotele, restauracje, jachty, kluby itp. Okazało się, że luksusy zarezerwowane są dla gości, którzy słono płacą za pobyt. Personel został zakwaterowany w obskurnych pokojach i od razu zagoniony do ciężkiej pracy. Niestety, tu warunki także okazały się nie do końca zgodne z umową. Zawiadomiliśmy o tym amerykańską fundację, która sprawowała nad nami bezpośrednią opiekę. Zrobiła się z tego spora afera. Ponieważ pracodawca nie był skory do jakiejkolwiek współpracy, wielu studentów z błogosławieństwem fundacji przeniosło się gdzie indziej. My wytrzymałyśmy dwa miesiące. Któregoś dnia pojechałyśmy na wycieczkę do Bostonu i wróciłyśmy na Block Island tylko po to, żeby zabrać rzeczy. Jakoś trudno mi uwierzyć, że w Stanach praca tak po prostu leży na ulicy i wystarczy się po nią schylić. W Bostonie weszłyśmy do jednego z niedużych hoteli i okazało się, że właśnie lada dzień pracę kończą dwie rosyjskie pokojówki. Właściciel zaproponował, żebyśmy zajęły ich miejsce. I w ten oto sposób z dziewczyny przekładającej na grillu śmierdzące hamburgery w snack barze zostałam houskeaperką. Nowa praca pewnie okazała się miła, lekka, łatwa i przyjemna? No i oczywiście świetnie płatna? Zmiana pościeli czy posprzątanie pokoju było pestką w porównaniu z tym, co robiłam na Block Island, zwłaszcza dla młodych i wysportowanych dziewczyn. Na dodatek zarabiałam zdecydowanie więcej z miejsca dostałam 11 dolarów, a na wyspie miałam tylko 7. Gdyby było mi źle w Bostonie, nie wracałabym tam co roku. Mam przez to rozumieć, że więcej nie zdałaś się przy wyborze pracodawcy na biuro, tylko sama załatwiałaś kontrakt? Dokładnie tak. Szef był ze mnie zadowolony i za każdym razem przy pożegnaniu zapraszał znowu. W tym roku byłam u niego po raz trzeci. Mam nadzieję, że nie ostatni. Zejdźmy jednak na ziemię i porozmawiajmy o pieniądzach. Wystarczy poszperać na forach internetowych, by dowiedzieć się, że W&T jest dla cytuję “naiwnych mięczaków” i nie daje szans na zarobienie prawdziwej kasy. Wszystko zależy od tego, gdzie się trafi, co robi i za ile. Standard to 7-10 dolarów za godzinę. Można jednak zarabiać więcej, czego ja jestem najlepszym dowodem w tym roku miałam 12. Oczywiście minus podatek. Tak czy inaczej wychodziło jakieś 2000 miesięcznie minus 300 dolarów podatku.
lis
24
Śląscy policjanci zatrzymali 30-letniego oszusta, który oferował zainteresowanym osobom pracę w Belgii i Holandii. Mieszkaniec Wodzisławia Śląskiego wchodził w skład grupy przestępczej, która zamieszczała ogłoszenia o pracy w krajach Unii Europejskiej na stronach telegazety. Przestępcy oszukali w ten sposób prawie 400 osób z całego kraju. Podejrzany podawał się za przedstawiciela firmy zajmującej się uprawą kwiatów, a kontakt z chętnymi do pracy nawiązywał przy pomocy telefonu oraz skrzynki mailowej. Zainteresowani otrzymywali w ten sposób instrukcje na jakie konto należy wpłacić pieniądze potrzebne do pokrycia kosztów przejazdu i ubezpieczenia. Po wpłacie odpowiedniej kwoty kontakt urywał się. Przestępcy oszukali w ten sposób ponad 385 osób z całego kraju na łączną kwotę ok. 150 tys. zł. 30-latek został tymczasowo aresztowany. Jako ostatni dołączył do swoich trzech wspólników przebywających w areszcie. Piąty oszust został objęty policyjnym dozorem. Akta śledztwa prowadzonego w tej sprawie liczą już 19 tomów.
lis
23
Niemal co trzeci Polak (31%) ma w najbliższej rodzinie osobę, która po 1 maja 2004 r. wyjechała w poszukiwaniu pracy państw Unii Europejskiej. Polacy najchętniej wyjeżdżają do pracy w Wielkiej Brytanii - wynika z sondażu CBOS. 22% badanych twierdzi, że osoba ta obecnie pracuje za granicą, 8% - że pracowała, ale już wróciła; pozostali (1%) przyznają, że wyjechała i bezskutecznie poszukiwała lub ciągle poszukuje pracy za granicą. CBOS zauważa, że w ciągu ostatniego półtora roku (od marca 2005 roku do października 2006 roku) dwukrotnie zwiększył się odsetek badanych mających w gronie najbliższych osobę, która wyjechała do pracy w którymś z krajów UE - z 15% do 31%. Większość respondentów (80%) deklaruje, że ich krewni pracujący za granicą są zatrudnieni legalnie. Półtora roku temu taką deklarację składało 67% ankietowanych. Od marca 2005 do października br. zmniejszył się też odsetek osób przyznających, że ich krewni pracują “na czarno” - z 23% do 12%. Według CBOS, prawdopodobnie odsetek Polaków zatrudnionych nielegalnie w państwach UE jest większy, niż to wynika z zebranych deklaracji, bo część respondentów nie chciała ujawniać rzeczywistej sytuacji zawodowej swych krewnych. “Można przyjąć, że przynajmniej co ósma osoba pracująca w krajach Unii Europejskiej jest zatrudniona nielegalnie” - ocenia ośrodek. Zaznacza jednak, że mimo tego można powiedzieć, że maleje odsetek Polaków pracujących w państwach UE nielegalnie. Najczęstszym kierunkiem migracji zarobkowych Polaków jest Wielka Brytania - niemal co drugi respondent (45%) deklarujący, że ktoś z jego najbliższej rodziny wyjechał do pracy w którymś z krajów członkowskich, wymienia Wielką Brytanię jako miejsce pobytu tej osoby. Na drugim miejscu (21%) znajdują się Niemcy. Wśród ankietowanych przez CBOS były również osoby, które po wejściu Polski do UE same pracowały lub bezskutecznie poszukiwały pracy za granicą. Zatrudnienie się w którymś z państw Unii po 1 maja 2004 roku deklarowało 3% badanych; 2% miało za sobą bezowocne poszukiwania pracy w unijnych państwach. Z badań wynika, że takie doświadczenia związane z pracą za granicą po rozszerzeniu UE mają przede wszystkim robotnicy wykwalifikowani: aż 12% ankietowanych z tej grupy przyznało, że po 1 maja 2004 roku pracowali przez jakiś czas w którymś z krajów unijnych. Kolejną grupą, po robotnikach, pracującą lub szukającą pracy w Unii byli ludzie młodzi - od 18 do 24 roku życia (odpowiednio 8% i 7%) oraz nieco starsi, od 25 do 34 roku życia (7% i 4%). Doświadczenie pracy w którymś z krajów Wspólnoty po wejściu Polski do UE ma za sobą także 7% bezrobotnych. Według CBOS, w marcu ubiegłego roku połowa osób deklarujących, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej pracowały lub poszukiwały pracy w którymś z jej krajów członkowskich, podawała, że znalazła lub próbowała znaleźć zatrudnienie w Niemczech. Obecnie odsetek Polaków, którzy mają za sobą pracę lub starania o pracę w tym kraju to 29%. Niewiele mniej osób deklaruje, że już pracowało lub poszukiwało pracy w Wielkiej Brytanii (25%). Stosunkowo często celem zrealizowanych lub planowanych wyjazdów były Włochy (11%) i Holandia (10%). Sondaż pokazuje, że po dwóch i pół roku członkostwa w UE zainteresowanie zatrudnieniem za granicą wykazuje 17 proc. Polaków. CBOS przypomina, że w lutym 2004 roku zainteresowanie pracą w Unii wyrażało ogółem 32% badanych, w tym 18% deklarowało, że będzie się starać o zatrudnienie w którymś z jej krajów. Niemal rok później - w marcu 2005 r. - odsetek osób zainteresowanych podjęciem pracy w Unii wyniósł 20 proc. Badanie przeprowadzono w dniach 6-9 października br, na reprezentatywnej 999-osobowej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
lis
23
Przez rynki pracy krajów Unii Europejskiej przewinęło się w roku ubiegłym od 800 do 900 tys. Polaków, ale jedynie 20-30 proc. z nich zdecydowało się na osiedlenie poza Polską - podano na konferencji “Migracja zarobkowa Polaków: drenaż mózgów czy szansa na lepszą integrację z Europą?”. Konferencja odbyła się w czwartek w Warszawie w Fundacji im. Stefana Batorego. Szacunkowe dane oparto o dane z poszczególnych krajów UE, analizy przepływów finansowych, a także zmian w konsumpcji (głównie żywności). Zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Urzędu Integracji Europejskiej dr Maciej Duszczyk zaznaczył, że większość Polaków podejmuje za granicą prace sezonowe i raczej nie zrywa kontaktu z Polską. Jego zdaniem o drenażu mózgów można byłoby mówić wówczas, gdyby jakiś kraj w Unii Europejskiej starał się pozyskać polskich fachowców o określonej specjalności. Tak było, gdy Niemcy ogłosili, że potrzebują 30 tys. informatyków i wówczas obawiano się, że polscy informatycy będą masowo korzystać z tej oferty. A zainteresowanie Polaków było niewielkie - powiedział Duszczyk. Zdaniem dr Izabeli Grabowskiej-Lusińskiej trendy migracyjne będą bardziej widoczne dopiero w perspektywie długookresowej. Obecnie można mówić o szansach na lepsze życie, zdobycie doświadczenia, naukę języka - zaznaczyła. Na konferencji mówiono także o irlandzkich doświadczeniach poradnictwa zawodowego dla imigrantów i o integracji Polaków w Irlandii. Od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej do końca października 2006 w Irlandii wydano 164 tys. numerów ubezpieczenia i identyfikacji podatkowej dla Polaków. Szacuje się, że około 2/3 z nich podjęło zatrudnienie, ale nie wiadomo ile osób pracuje tam do chwili obecnej, a ile wróciło do kraju. We wrześniu wydano 8,5 tys. numerów, ale tylko 307 osób podjęło zatrudnienie, w październiku - na 9,5 tys. wydanych numerów zatrudnienie podjęło 507 osób. Może to być traktowane jako sygnał, że w Irlandii rynek pracy się wypełnił i trudno znaleźć pracę - powiedziała Grabowska-Lusińska. Zaznaczyła, że jest jeszcze zbyt wcześnie na określenie czy jest to pewien trend czy jednorazowe zjawisko. Imigranci stanowią w Irlandii - jak powiedział Paul Woulfe z Narodowego Stowarzyszenia Usług Informacji Obywatelskich w tym kraju (National Association of Citizens Information Services) - około 10 proc. mieszkańców. Najwięcej z nich to Polacy. Woulfe podkreślił, że w Irlandii ukazuje się 5 gazet w języku polskim, a wiele gazet irlandzkich wydaje także dodatki w języku polskim, organizowane są festiwale polskich filmów, przeglądy kulturalne. Chodzi także o to, żeby Irlandczycy więcej wiedzieli o Polakach, o polskiej kulturze - wyjaśnił. Uczestnicy konferencji wskazywali także na potrzebę lepszego informowania imigrantów o przysługujących im prawach. Konferencja została zorganizowana w ramach projektu “Workers Mobility in EU-25″, realizowanego ze środków Komisji Europejskiej.
lis
21
Ponad pół miliona mieszkańców Europy Wschodniej przybyło do Wielkiej Brytanii w celu podjęcia pracy od chwili przyjęcia ich macierzystych państw do Unii Europejskiej dwa i pół roku temu - podały brytyjskie władze. Według władz brytyjskich, od 1 maja 2004 roku do końca września bieżącego roku na brytyjskim rynku pracy zarejestrowało się 510 tysięcy obywateli państw Europy Wschodniej, przy czym około 56% z nich to Polacy. Imigracja ta nadal wzrasta - o ile w II kwartale br. pracę podjęło 56 tysięcy przybyszów z nowych państw UE, to w okresie od lipca do września już 59 tysięcy. Dane wskazują, że imigranci z nowych państw członkowskich przynoszą Zjednoczonemu Królestwu korzyści, oferując kwalifikacje i łagodząc niedobory rynku pracy, którym nie mogą zaradzić sami Brytyjczycy - oświadczył sekretarz stanu do spraw migracji w brytyjskim ministerstwie spraw wewnętrznych Liam Byrne. Rząd zaznaczył jednak, że po przyjęciu Rumunii i Bułgarii do Unii Europejskiej ich obywatele nie mogą liczyć na takie otwarcie brytyjskiego rynku pracy, z jakiego skorzystały państwa przyjęte wcześniej.
lis
21
Policja w północnej Walii chce zacząć zatrudniać Polaków. Mówiący po polsku funkcjonariusze mają odbywać służbę w hrabstwach Wrexham i Flintshire, gdzie od otwarcia brytyjskiego rynku pracy w 2004 roku polska społeczność rozwija się coraz bardziej dynamicznie - pisze “Daily Telegraph”. Szukamy różnych sposobów poprawienia jakości naszych usług dla wszystkich społeczności w północnej Walii - powiedział brytyjskiej gazecie zastępca komisarza tamtejszej policji Clive Wolfendalez. Wyjaśnił, że zatrudnienie polskich policjantów jest tylko jednym z branych pod uwagę usprawnień. Dzień wcześniej plany północnowalijskich policjantów poparła Federacja Policji, która oświadczyła, że jeśli “wśród Polaków są odpowiedni kandydaci, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić użytek z ich umiejętności”. We Flintshire ruszył niedawno policyjny program, w ramach którego funkcjonariusze udzielają Polakom porad w kwestiach takich jak osobiste bezpieczeństwo i przepisy drogowe w Wielkiej Brytanii. Zatrudnianie Polaków i Łotyszy rozważa również szkocka policja - pisze “Daily Telegraph”.
lis
20
Rzecznik Praw Obywatelskich powiedział, że włoskie władze długo nie reagowały na doniesienia o niewolniczej pracy Polaków w Apulii. Janusz Kochanowski występując w “Sygnałach Dnia” w Programie Pierwszym Polskiego Radia podkreślił, że wielką rolę w wyjaśnieniu sytuacji odegrał polski konsulat. Rzecznik wrócił z Włoch, gdzie zapoznawał się ze sprawą Polaków wykonujących niewolniczą pracę. Poinformował, że rozmawiał z władzami regionu Apulii i podkreślił, że w sytuacji Polaków nastąpił znaczący zwrot w przestrzeganiu zasad i standardów pracy sezonowej. Dodał, że Polacy są teraz lepiej zorganizowani i w sytuacji naruszenia prawa natychmiast informują ambasadę lub policję. Zaznaczył, że to dzięki konsulatowi pękła zmowa milczenia wokół tego problemu. Dodał, że włoska policja w ogóle nie chciała zainteresować się tą sprawą. Zaznaczył, że jest to problem ogólnoeuropejski i nie jest to tylko sprawa Polaków, ale na przykład Ukraińców w Polsce czy obywateli krajów starej Unii wyjeżdżających do pracy w innych państwach. Profesor Kochanowski zwrócił uwagę, że problem niewolniczej pracy wynika z zaistnienia określonych warunków, między innymi rozpaczliwego poszukiwania pracy przez Polaków i godzenia się ludzi na takie warunki. Zapytany o projekt zaostrzenia prawa karnego poparł wprowadzanie ostrzejszych środków w stosunku do przestępców. Dodał, że zaostrzenia wymaga szczególnie warunkowe zawieszenie kary, nawet z obowiązkiem częściowego wykonywania kary. Janusz Kochanowski zauważył, że kary w zawieszeniu to najczęściej fikcja i nie spełniają obecnie swojej roli. Odnosząc się do przedterminowego zwolnienia Lwa Rywina podkreślił, że producent został wypuszczony na wolność zgodnie z prawem. Zwrócił uwagę, że Rywin nie poddał się resocjalizacji, ale powiedział, że jego zwolnienie nie jest czymś nagannym.
lis
20
“To jest druga Polska - ocenia się, że 800-tysięczna diaspora opuściła kraj od czasu przystąpienia Polski do UE w 2004 r. Ten exodus to jedna z największych migracji Europejczyków od lat 50.” - pisze w poniedziałkowym wydaniu amerykański dziennik “New York Times”. Polska pielęgniarka startuje w wyborach do parlamentu Islandii, związki zawodowe w Wlk. Brytanii tworzą specjalne sekcje dla polskich robotników, kościół katolicki w Irlandii przeżywa renesans pod wpływem wiernych z Polski, a w całej Europie pojawiają się polskojęzyczne gazety - wymienia przejawy emigracji Polaków “New York Times”. Dziennik ocenia, że ten exodus wywołuje dotkliwy niedobór siły roboczej w Polsce. Może to utrudnić wykorzystanie funduszy otrzymywanych z UE, zwłaszcza na budowę dróg, z powodu braku pracowników fizycznych. Komentatora gazety zadziwia ten stan rzeczy. Polska gospodarka przecież kwitnie, a choć bezrobocie jest na najwyższym poziomie w UE, pracowników na niektóre stanowiska znaleźć nie można. Istnieją podejrzenia, że wiele osób, choć są zarejestrowani jako bezrobotni, w rzeczywistości pracuje… tyle, że zagranicą. Dziennik przytacza opinię polskich ekspertów, obarczających winą za obecny stan rzeczy wadliwy system edukacyjny, który nie zdołał w latach 90. wykształcić odpowiedniej liczby wykwalifikowanych inżynierów. Brak siły roboczej w niektórych gałęziach gospodarki, np. w stoczniach, jest tak dotkliwy, że niewiele brakuje, aby to bezrobotni z północnych Niemiec przyjeżdżali do Polski pracować przy remontach i budowie statków - zauważa gazeta. Dotychczas nie pomogły nawet specjalne systemy zachęt dla odpowiednio wykwalifikowanych obcokrajowców. Choć Polska wydała w ubiegłym roku ponad 10 tys. pozwoleń na pracę dla ludzi zza wschodniej granicy, wykorzystano jedynie nieco ponad 3 tys. “New York Times” diagnozuje, że winę za obecny stan rzeczy ponoszą zbyt wysokie koszty pracy, przy których nie opłaca się zatrudnić nawet tanich skądinąd pracowników ze Wschodniej Europy.
lis
15
Po raz kolejny Polacy we Włoszech padli ofiarami osób wykorzystujących ich do niewolniczej pracy. Jak poinformowała włoska agencja prasowa Ansa, Polacy wraz z Rumunami, Bułgarami i Rosjanami pracowali po 10 godzin w fabryce produkującej wyroby z drewna w miejscowości Mondragone, koło Caserty na południu kraju. Zarabiali dziennie 2-3 euro. W zakładzie interweniowali karabinierzy. W sumie - według włoskiej agencji prasowej - w firmie, produkującej między innymi skrzynki na warzywa i owoce oraz drewniane podesty i panele, pracowało 30 cudzoziemców bez prawa pobytu. Niektórzy imigranci, jak się okazało, byli tam już od ponad dwóch lat. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce, określili warunki pracy i życia robotników jako “nieludzkie i krytyczne”. Robotników - wykorzystywanych i zatrudnionych nielegalnie - znaleziono podczas rutynowej kontroli prowadzonej przez karabinierów i inspektorów pracy. Ansa relacjonuje, że kiedy karabinierzy wkroczyli do fabryki, niektórzy pracujący w niej imigranci uciekli. Pozostałe osoby, wśród nich ciężarne kobiety, zostały spisane. Administratorce zakładu, 40-letniej mieszkance Neapolu, postawiono zarzut zatrudniania pracowników bez prawa pobytu, przez co - jak podkreślono - wykorzystywała ich sytuację. Karabinierzy prowadzą dochodzenie w sprawie ewentualnych wspólników administratorki fabryki.
lis
14
Imigranci z Polski są poszukiwani do pracy w islandzkiej policji. Mają pomóc w nawiązaniu relacji z rosnącą na wyspie liczbą naszych rodaków - pisze “Życie Warszawy”. Na Islandii mieszka już prawie 10 tysięcy Polaków - stanowią obecnie największą mniejszość narodową w tym kraju. Dlatego tamtejsza policja chce, by w jej szeregi wstąpili imigranci. Zmiany w strukturze społeczeństwa powinny być też odzwierciedlane w naszych szeregach - wyjaśniał gazecie “Frettabladid” Karl Steinar Valsson, superintendent policji w Rejkiawiku. Według niego, tylko w ten sposób można przeciwdziałać powstawaniu konfliktów w mniejszościach i zrozumieć ich problemy. Także szef wydziału rekrutacji Akademii Policyjnej Gunnlaugur Snaevarr widziałby wśród swoich studentów Polaków. Zauważa jednak jeden poważny problem - od przyszłych stróżów prawa wymaga się dobrej znajomości islandzkiego, a wiadomo, że wielu imigrantów posługuje się wyłącznie polskim i angielskim. Snaevarr liczy jednak na to, że parlament będzie mógł zmienić to prawo i skreślić wymagania językowe. Ostatnie badania pokazują, że relacje między Islandczykami a nowymi imigrantami stają się coraz bardziej napięte. (PAP)