Niemieckie związki zawodowe za pośrednictwem działaczy nauczycielskiej “Solidarności” poszukują w Polsce nauczycieli przedmiotów ścisłych. Problem w tym - alarmuje “Dziennik Polski” - że w Polsce też zaczyna brakować matematyków, fizyków i informatyków.

Wojciech Kotarba, szef małopolskiej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ “S”, mówi, że do związku wpłynęło już 1500 ofert pracy dla naszych pedagogów. Niemcy poszukują zwłaszcza nauczycieli przedmiotów ścisłych. Wymagają dyplomu ukończenia szkoły wyższej i znajomości języka niemieckiego. W zamian oferują dobrze płatną pracę (brutto od 2 do 3 tys. euro miesięcznie) i mieszkanie.

Myślę, że coraz więcej polskich nauczycieli będzie decydować się na taki wyjazd - podkreśla Wojciech Kotarba. Wkrótce może nam więc zabraknąć nauczycieli przedmiotów ścisłych - ocenia.

Na stronie internetowej małopolskiego kuratorium oświaty pojawiły się niedawno oferty pracy dla nauczycieli. Największe zapotrzebowanie, jak co roku, jest na nauczycieli jęz. angielskiego. Matematycy i fizycy również mogą przebierać w ofertach - informuje gazeta.

W regionie słupskim nie będzie miał kto zebrać zboża. Wykwalifikowanych kombajnistów po prostu nie ma. Nie pomagają nawet wysokie stawki - 30 złotych za godzinę. Nie ma też komu budować dróg czy sprzedawać w sezonowych barach. Dlaczego?

Przeciętne płace w krajach “starej UE” są o 130 do 280% wyższe niż płace na porównywalnych stanowiskach w Polsce, więc kto żyw wyjeżdża. Dzisiaj dałem ogłoszenie o naborze kombajnistów na żniwa - mówi Janusz Wójkowiak spod Sławna. Stawki na kombajnie zaczynają się od 25 złotych, a kończą nawet na 35. Problemem jest zupełny brak wykwalifikowanej kadry. Kombajniści starszego pokolenia nie są już w stanie wsiąść na maszynę i wyjechać w pole, a młodszych po prostu nie ma.

Pracodawcy coraz częściej informują o problemach z pozyskaniem pracowników np. w branży budowlanej, gastronomii, czy przy pracach sezonowych. Jak to możliwe, że w kraju o 14-procentowej stopie bezrobocia nie można znaleźć ludzi do pracy?

Praca w kraju ma przyszłość, gdy pensje będą na poziomie Unii Europejskiej. Obecnie polskie pensje to zaledwie 1/5 unijnych - twierdzi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. Polacy wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu pracy, ponieważ kiepsko zarabiają. Tę sytuację trzeba zmienić poprzez reformy. Reformy czy po prostu potrzebne są podwyżki?

Gospodarka się rozwija, jesteśmy w Unii Europejskiej, pracownicy porównują swój standard życia do kolegów wykonujących ten sam zawód za granicą i chcą żyć podobnie - dodaje Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ “Solidarność”. Przechodzimy transformację już 18 lat i trudno ciągle mówić pracownikom, że mają zaciskać pasa.

Na słowach jednak wszystko się kończy. Zamiast zmieniać przepisy i podnosić pensje, pracodawcy zaczęli rozglądać się gdzie indziej za murarzami, dekarzami, monterami czy operatorami koparek. Anna Kalata, minister pracy, zamierza wprowadzić ułatwienia w zatrudnianiu sezonowych pracowników zza wschodniej granicy, a nawet z Dalekiego Wschodu. Jednak czy będzie to rozwiązanie wszystkich problemów?

Wczoraj “Solidarność” wystąpiła z apelem do rządu o pilne opracowanie strategii migracyjnej państwa. Jej podstawowym założeniem ma być obligatoryjne zrównanie w polskich przedsiębiorstwach pensji Polaków i cudzoziemców pracujących na tych samych stanowiskach. Związkowcy chcą także, aby obcokrajowcy mogli organizować się w związki zawodowe.

Zagraniczne linie podkupują polskich pilotów, alarmuje “Życie Warszawy”. LOT nie ma możliwości zatrzymać ich w firmie, bo za mało płaci. Tymczasem na świecie zapotrzebowanie na pilotów będzie jeszcze rosło.

Sytuacja powoli staje się bardzo trudna - mówi gazecie osoba blisko związana z LOT-em. Coraz więcej pilotów odchodzi z firmy i rozpoczyna pracę u innych przewoźników. Tylko w ostatnich kilku miesiącach z pracy zrezygnowało ponad 30 doświadczonych osób. Na ich miejsce trudno znaleźć innych wykwalifikowanych lotników.

Już wiadomo, że w najbliższych latach na skutek zwiększonej liczby połączeń niemiecka Lufthansa będzie potrzebowała ponad 300 lotników, natomiast Ryanair ponad 1000. A linie te płacą pilotom wielokrotnie więcej niż LOT, który obecnie zatrudnia 460 pilotów. Jest to minimalna liczba potrzebna do zapewnienia odpowiedniej obsady samolotów.

Pilot rozpoczynający pracę w LOT miesięcznie zarabia od czterech do sześciu tys. zł na rękę. Natomiast inni przewoźnicy oferują stawki wielokrotnie wyższe. Wahają się one od 15 do 25 tys. zł netto - podaje gazeta.

Brak pilotów to niedobra informacja dla firmy i dla podróżujących. Zdaniem ekspertów, zajmujących się polskim rynkiem przewozów pasażerskich, niebawem może się okazać, że narodowy przewoźnik będzie odwoływać niektóre połączenia ze względu na brak załóg.

Z inicjatywy ministra handlu i przemysłu Alistaira Darlinga w Londynie zainaugurowano działalność specjalnej komórki zajmującej się egzekwowaniem minimalnych standardów zatrudnienia i zwalczaniem przypadków wyzyskiwania imigrantów, zwłaszcza z nowych krajów UE.

W skład komórki (The Vulnerable Worker Enforcement Forum - VWEF) wchodzą przedstawiciele związków zawodowych, pracodawców, organizacji odpowiedzialnych za egzekwowanie przepisów bhp i płacy minimalnej, urzędów podatkowych, biur bezpłatnych porad prawnych itd.

Podstawowym zadaniem VWEF będzie ustalenie, czy istniejące mechanizmy prawne wystarczająco dobrze radzą sobie z przypadkami łamania praw pracowniczych imigrantów, czy też potrzebne są nowe rozwiązania, które jednocześnie nie obciążą nadmiernie pracodawców rzetelnych.

W pierwszym rzędzie komisja zajmie się oceną, czy dotychczasowe uprawnienia śledcze inspekcji pracy (Employment Agency Standards Inspectorate - EASI) są wystarczające, czy też wymagają wzmocnienia. Jedna z propozycji zakłada, iż inspekcja będzie mogła samodzielnie występować do sądu z wnioskiem o ukaranie nieuczciwych pracodawców w oparciu o wyniki własnego dochodzenia.

Według związków zawodowych, najczęstsze przypadki nieprzestrzegania standardów zatrudnienia wobec imigrantów występują w sektorze hotelarskim, gastronomicznym, ochrony zdrowia i budowlanym.

Aleksander codziennie rano sprzątał wydział prawa uniwersytetu w Glasgow. A kiedy miał wolne, grał na organach w uczelnianej kaplicy. Właśnie wtedy jego grę usłyszała opiekunka kaplicy. Od tego momentu los Polaka zupełnie się odmienił. W portalu telegraph.co.uk czytamy, że wierni wręcz zachwycali się jego muzyką.

28-letni Kudajczyk, zanim wyjechał z Polski, skończył katowicką Akademię Muzyczną. Ale w Szkocji nie zamierzał robić kariery pianistycznej. Zatrudnił się po prostu do sprzątania. Jednak talent nie dawał mu spokoju i kiedy nikogo nie było w pobliżu, zakradał się do uniwersyteckiej kaplicy i grał. I to jak grał!

Któregoś dnia przypadkowo usłyszała go Joan Keenan, opiekunka kaplicy. Postanowiła sprawdzić, co się tam dzieje, i podłączyła się do internetowej kamery, umieszczonej w kaplicy. Kiedy przekonała się o talencie Polaka, zaraz rozesłała wiadomość o swym niezwykłym odkryciu do innych pracowników uczelni.

Obecnie Aleksander Kudajczyk większość swojego dnia pracy poświęca na ćwiczenia pianistyczne. Teraz ćwiczy grę przez 5-6 godzin.
- Aleksander pracuje ciągle jako sprzątacz, ale na pewno niedługo. Jego dłonie są zbyt cenne, żeby jeszcze przez długi czas był dozorcą, szkoda takiego talentu. Nie rozumiem dlaczego do tej pory żył niedoceniony - przekonuje Joan Keenan.

Aleksander ma teraz inny pomysł na życie. Chce zarabiać, ucząc innych gry na pianinie. Myśli też o prawdziwej karierze pianistycznej. Już dał kilka koncertów w uniwersyteckiej kaplicy.

Na potrzebę stworzenia w Dublinie noclegowni dla bezdomnych Polaków, funduszu pomocowego dla najuboższych i punktów pośrednictwa pracy dla tych, którzy chcą wrócić do kraju wskazał podczas posiedzenia senackiej Komisji Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą duszpasterz Polaków w Irlandii ks. Jarosław Maszkiewicz.

W Irlandii według różnych źródeł jest od 200 do 300 tys. Polaków, w samym Dublinie od 80 do 100 tys. Ks. Maszkiewicz zaznaczył, że brakuje zaplecza dla nowej imigracji zarobkowej; nie ma też organizacji polonijnych, które by takie struktury tworzyły.

Wśród osób, które wyemigrowały do Irlandii są zarówno osoby młode z wyższym wykształceniem, które - jak mówią - chcą zarobić pieniądze na mieszkanie czy firmę jak i osoby w wieku 40-50 lat lub więcej przeważnie mężczyźni, którzy wyjechali aby wesprzeć swoje rodziny.

Ks. Maszkiewicz zaznaczył, że mężczyźni pracują głównie w budownictwie, transporcie i na farmach, kobiety - w gastronomii, hotelarstwie i opiece nad dziećmi. Pracę w swoich zawodach znajdują głównie informatycy i architekci; w mniejszym stopniu - lekarze i pielęgniarki, gdyż jej podjęcie uzależnione jest od uznania kwalifikacji, a to trwa dość długo.

Ks. Maszkiewicz zwrócił także uwagę, niektórzy Polacy przyjeżdżają do Irlandii nieprzygotowani, bez znajomości języka, z niewielką sumą pieniędzy, nie mają pracy, mieszkania. Wielu z nich zwraca się do parafii, prosząc by pomóc im znaleźć pracę bądź mieszkanie. Dlatego, jego zdaniem, wskazane byłoby tworzenie w Polsce punktów informacyjnych, które przygotowywałyby do wyjazdu.

W ocenie duchownego wśród Polaków w Irlandii pojawia się problem bezdomności; zdarzają się przypadki kiedy Polacy śpią na ulicy czy w parku. Potrzebny byłby dla nich dom bądź noclegownia, przynajmniej co czasu kiedy znajdą pracę. Przy kościele polskim w Dublinie funkcjonuje osiem nieodpłatnych grup języka angielskiego. Jednak jest to ciągle zbyt mało.

Wśród Polaków, którzy są już zmęczeni pobytem w Irlandii i chcą wrócić do Polski, często pojawia się obawa czy w ojczyźnie znajdą pracę. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być zatem - w ocenie ks. Maszkiewicza - stworzenie biur pośrednictwa pracy przy konsulatach, które przedstawiałyby oferty pracy z Polski.

Polacy mają opinię “sumiennych pracowników i dobrych fachowców”. Jednak po poszerzeniu UE o Bułgarię i Rumunię sytuacja na rynku pracy w Irlandii się pogarsza, gdyż obywatele tych państw gotowi są do podjęcia pracy za niższą pensję.

Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii ks. prałat Tadeusz Kukla poinformował, że w Wielkiej Brytanii jest od 400 do 600 tys. Polaków. Wskazał na potrzebę tworzenia szkół sobotnio- niedzielnych języka polskiego oraz centrów pomocy dla Polaków.

W Wielkiej Brytanii zdarza się, że Brytyjczycy spotykają się z odmową przyjęcia do pracy, ponieważ nie mówią po polsku - pisze w wydaniu internetowym dziennik “The Evening Standard”.

Napływ pracowników z krajów Europy Wschodniej oznacza, że przy pracy w rolnictwie istotną sprawą staje się język - twierdzi brytyjski poseł Malcolm Moss z północno-wschodnich dystryktów Cambridgeshire.

Robotnicy z Europy Wschodniej wykonują wiele niskopłatnych prac - zbierają owoce i warzywa, pracują przy pakowaniu żywności i w jej przetwórstwie.

Wiele firm i gospodarstw, chcąc znaleźć pracowników, polega na miejscowych agencjach pośrednictwa pracy lub pośrednikach typu “gangmaster”, dostarczających siły roboczej. (”Gangmaster” oznacza lidera ekipy robotników, który pośredniczy w kontaktach z pracodawcą).

Jak twierdzi Moss, w jego okręgu wyborczym w jednej z fabryk odmówiono zatrudnienia Angielce, ponieważ nie mówi ona po polsku.

Poseł opowiedział gazecie, jak 18-19-letnia dziewczyna ubiegająca się o pracę była odsyłana z pośredniaka bezpośrednio do miejscowych fabryk, tam zaś kierowano ją do “gangmastera”, który ma kontrakt na zatrudnianie personelu. Jeden z tych pośredników powiedział jej: Jeśli nie mówisz po polsku, nie mogę dać cię na linię montażową, tam wszyscy mówią po polsku. Nie zaakceptują cię i nie będziesz mogła się z nimi porozumieć.

Poseł zaznaczył, że to “oczywista dyskryminacja”.
Nic dziwnego, że rośnie bezrobocie wśród młodzieży - dodał.

Do relacjonowanego przypadku doszło - według Mossa - na początku zeszłego roku. Nie pamięta on ani nazwiska kobiety, ani fabryki, która odmówiła jej zatrudnienia.

Moss powołał się na ten przypadek podczas zeszłotygodniowej debaty w Izbie Gmin, poświęconej skutkom imigracji w Cambridgeshire.

Według posła przypadek ten nie był odosobniony i wskazuje na problemy wynikające z imigracji na dużą skalę. Nie dotyczy to tylko polskich pracowników - powiedział. Są również Estończycy, Litwini i inni. A miejscowi nie mogą dostać pracy w fabrykach, w których - patrząc historycznie - pracowali - powiedział.

Podkreślił, że nie ma sensu wskazywać, że imigranci dostają jedynie te prace, których miejscowi nie chcą wykonywać. W jego okręgu wykonują pracę na stanowiskach, na których jeszcze kilka lat temu znajdowali zatrudnienie miejscowi.

Moss wezwał również do zajęcia się sprawą “gangmasterów”, którzy sprowadzają pracowników z Europy Wschodniej, dając im głodowe płace i umieszczając w zatłoczonych lokalach z niebotycznym czynszem.

Opublikowane w zeszłym miesiącu oficjalne dane mówią, że zezwolenie na pracę w Wielkiej Brytanii otrzymało ok. 640 tys. pracowników z Europy Wschodniej, głównie Polaków. Eksperci oceniają jednak, że jest ich 800 tys., ponieważ dane rządowe nie uwzględniają osób samozatrudnionych, ich małżonków lub dzieci.

Komisja Europejska przewiduje, że za rok poziom bezrobocia w Unii Europejskiej będzie najniższy od początku lat 90. Zatrudnienie w całej Unii będzie rosło o średnio 1,25 proc. rocznie.

Zdaniem ekspertów do końca 2008 r. ma powstać aż 9 mln nowych miejsc pracy. Najwięcej zatrudnienia ma być w krajach strefy euro. W pozostałych ma przypaść 3 mln ofert pracy.
Powinno to doprowadzić do spadku stopy bezrobocia do 6,7 proc. w 2008 r., a więc poziomu najniższego od początku lat 90. czytamy w opublikowanym przez Komisje Europejską raporcie.

Polska na tle tych szacunków wypada średnio. W tym roku bezrobocie powinno wynieść ok. 13 proc., a w przyszłym ok. 11 proc. Według komisarzy unijnych poprawa na rynku pracy jest i będzie w przyszłym roku wynikiem emigracji zarobkowej ludzi młodych i odchodzeniem na wcześniejsze emerytury osób starszych.

Zgodnie z przewidywaniami Polska będzie mogła pochwalić się szybkim rozwojem gospodarki. W 2007 r. dynamika PKB ma sięgnąć 6,1 proc., a rok później 5,5 proc. (szybciej mają się rozwijać Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, Bułgaria i Rumunia). Tak dobre wyniki uda się osiągnąć m.in. dzięki konsumpcji gospodarstw domowych. Ludzie korzystają z realnego wzrostu płac, rosnących dopłat bezpośrednich dla rolników i lepszej sytuacji na rynku pracy podaje KE. W dobrej kondycji finansowej są też polskie przedsiębiorstwa zwłaszcza te z branż budowlanej i usługowej - inwestycje mają wzrosnąć o 18 proc. w br. i o 14 proc. w 2008.

Komisarze twierdzą, że pójdą w górę również polskie płace - ma to wynikać głównie z braku rąk do pracy. Nie powinno byc źle z inflacją. Jak podkreśla komisja, NBP zgodnie z zapowiedziami będzie trzymać w ryzach inflację (czyli będzie podnosić stopy procentowe). Skutek ma być taki, że w br. ceny konsumpcyjne wzrosną o 2 proc., a w 2008 r. o 2,5 proc.

Z najnowszego raportu Home Office jasno widać, że dla Polaków Zjednoczone Królestwo nadal jest ziemią obiecaną. Tylko w pierwszym kwartale br. podjęło tam legalną pracę na kontrakcie 33440 naszych rodaków.

Niestety, większość zatrudnionych nadal jest przez agencje pracy. Pracują za najniższe stawki (77 proc. zarabia nie więcej niż 6 Ł/godz.), w zawodach niezgodnych ze swoimi kwalifikacjami, ale i tak są zadowoleni i zamierzają zostać na Wyspach dłużej. Coraz więcej Polaków decyduje się także na wyjazd razem z rodziną. Niestety, nadal większość naszych wniosków o przyznanie różnego rodzaju zasiłków jest odrzucana z tzw. względów formalnych (aż 80 proc.).

Home Office nie pozostawia złudzeń jesteśmy największą grupą imigrantów. W sumie, w ramach systemu rejestracji pracowników wnioski WRS wypełniło (od maja 2004 r.) prawie 400 tys. naszych rodaków. To 67 proc. wszystkich imigrantów z nowych krajów Unii (630 tys.). Na garnuszku agencji
W Wielkiej Brytanii bardzo popularną formą zatrudnienia jest praca za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Oznacza to, że de facto kontrakt mamy podpisany z agencją, która kieruje nas do konkretnej pracy. Problem w tym, że to pośrednik rozlicza się z pracodawcą i wypłaca nam wynagrodzenie oczywiście po dokonaniu potrąceń za swoją usługę. Kto więc raz trafi w szpony agencji, nie tylko ma jak w banku najniższe z możliwych zarobków (5,35 Ł/godz.), ale także nie ma większych szans uwolnić się od pośrednika. Z raportu Home Office jasno widać, najwięcej nowych pracowników agencje znajdują w drugiej połowie roku. Głównie w fabrykach

To tam trafia większość Polaków. Mówiąc wprost, wykonujemy tam mało ambitne prace, głównie stojąc przy taśmie przez 8-10 godzin dziennie.
Kolejną sporą grupę (aczkolwiek zdecydowanie mniejszą) stanowią sprzątacze, kelnerzy i barmani oraz pakowacze. Co ciekawe, w porównaniu z pierwszym kwartałem 2006 r. niemal o połowę zmalała liczba osób pracujących w przetwórstwie owocowo-warzywnym. Więcej jest za to budowlańców i sprzedawców. Rośnie też (aczkolwiek bardzo powoli) liczba osób zatrudnianych na wyższych stanowiskach lekarzy, nauczycieli, różnego rodzaju kierowników i administratorów. Londyn dobry, ale prowincja lepsza.

Wydaje ci się, że w fabrykach nie można znaleźć pracy tylko na kilka wakacyjnych tygodni? Jesteś w błędzie. Brytyjczycy chętnie jak nikt inny zatrudniają tam pracowników sezonowych. I to nie tylko tam, gdzie latem jest więcej pracy, ale wszędzie, gdzie stali pracownicy idą na urlopy.

Większość pracodawców od takich sezonowych pracowników nie wymaga wcześniejszego doświadczenia, ale w tej chwili już w zasadzie wszyscy oczekują przynajmniej podstawowej znajomości angielskiego. Jak szukać pracy?
Czasem oferty pojawiają się w polskich urzędach pracy, głównie w ramach sieci EURES. Możesz także samodzielnie sprawdzać ogłoszenia pojawiające się na tym portalu (http://europa.eu.int/eures). Warto także przeglądać strony internetowe z ofertami pracy oraz lokalnych gazet (zarówno anglo-, jak i polskojęzycznych). Sporo ofert znajdziesz m.in. na: www.bluearrow.co.uk, www.fish4.co.uk, www.gisajob.com, www.jobsunlimited.co.uk, www.leisurejobs.com, www.localrecruit.co.uk, www.prospect.ac.uk (specjalny dział dla młodych pracowników), www.reed.co.uk, www.totaljobs.com, www.workgateways.com.

Najłatwiej jednak będzie znaleźć pracę za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. To do nich zwracają się pracodawcy potrzebujący “zastępczych” pracowników, na krótki okres czasu. Jeżeli podpiszesz umowę za pośrednictwem agencji, musisz się jednak liczyć, że część twoich zarobków zamiast do ciebie, traci właśnie na konto agencji. Adresy agencji znajdziesz m.in. na www.jobsword.co.uk, www.getthatjob.net, www.kellysearch.com i www.rec.uk.com (strona, na której sprawdzisz, czy agencja działa legalnie). Najkorzystniejsze jest znalezienie pracodawcy bezpośrednio. Warto w wyszukiwarce internetowej (np. www.google.pl) lub na stronach brytyjskiej książki teleadresowej Yellow Pages (www.yell.com) znaleźć namiary na konkretne fabryki i przetwórnie. Wielu pracodawców informacje o wakatach zamieszcza na swoich stronach internetowych. Często od razu za ich pośrednictwem można przesłać on-line swoją aplikację. Adresy pracodawców znajdziesz też korzystając z wyszukiwarki Touch Local (www.touchlocal.co.uk) w okienku “Bussines Type” wpisz np. “cardboard box manufactures” (praca przy pakowaniu i składaniu produktów).

Następna strona →