Polaków, którzy wyruszyli za granicę za chlebem i przepadli jak kamień w wodę, przybywa w zastraszającym tempie. Dane, choć bardzo przybliżone, są przerażające. Jeszcze w 2003 r. zaginięć było 90. Trzy lata później już prawie 170, a teraz - ponad 230, alarmuje “Super Express”.

O Agnieszce Chrzanowskiej, 31-letniej matce z Chełma wiadomo tylko, że wyjechała za chlebem do Barcelony. I że bardzo kochała swoją córeczkę Kingę. Odezwała się do niej po raz ostatni 12 maja ubiegłego roku. Bliscy Agnieszki mają nadzieję, że żyje.

Rodzina Sebastiana Szoblika, pracowitego budowlańca z Bielska-Białej, który wyjechał do Londynu, by zapewnić lepszy byt swojej żonie i dzieciom, nadzieję już straciła. Parę dni temu policjantka z Londynu skojarzyła twarz mężczyzny z porozwieszanych na ulicy plakatów z wizerunkami zaginionych ze sprawą znalezionych wcześniej zwłok o nieustalonej tożsamości. Szoblikowa rozpoznała męża.

Agnieszka Chrzanowska jest dziś jedną z setek osób, które figurują w bazie Fundacji Itaka (www.zaginieni.pl) jako zaginione za granicą. Zgłoszeń od osób, których bliscy zaginęli za granicą przybywa w zastraszającym tempie - przyznaje Katarzyna Smól z Itaki. Oficer z komendy głównej policji zajmujący się tropieniem gangów mówi wprost, że do Włoch i Wielkiej Brytanii wyjechali też polscy gangsterzy. Żerują teraz na emigrantach, którzy są z daleka od domu i nie potrafią się odnaleźć w obcej rzeczywistości.

Jak polskie gangi wykorzystują swoich rodaków za granicą? Wynajmują ich do handlu narkotykami, bronią, przemytu, a kobiety oddają do domów publicznych. Często też ściągają haracze, np. od osób, którym załatwili pracę - mówi oficer policji. Dodaje, że nieposłusznych każą śmiercią.

Norweska inspekcja pracy sprawdzi warunki pracy 100 tys. Polaków zatrudnionych w tym kraju, informuje “Rzeczpospolita”.

Państwowa Inspekcja Pracy zawarła porozumienie dotyczące współpracy i wzajemnej wymiany informacji z Urzędem Inspekcji Pracy w Królestwie Norwegii o pracownikach skierowanych do pracy na obszarze obu państw.

W tym roku norwescy inspektorzy przeprowadzili ponad 900 kontroli w firmach zatrudniających cudzoziemców. Ich celem było zapewnienie im odpowiednich warunków zatrudnienia. Polacy w Norwegii pracują przede wszystkim w budownictwie, rolnictwie i firmach zajmujących się transportem. -Na ich potrzeby uruchomiona została infolinia, gdzie można po polsku uzyskać informacje dotyczące przepisów prawa pracy, zasad bhp - poinformowała Ingrid Finboe Svendsen, dyrektor generalny norweskiej inspekcji pracy.

W Polsce Norwegowie pracują jako wyższa kadra zarządzająca. Dotychczas PIP podpisała takie porozumienie tylko z inspekcją holenderską. Główny inspektor pracy Bożena Borys-Szopa zadeklarowała zacieśnienie współpracy dwustronnej w celu zapewnienia odpowiednich warunków pracy Polakom zatrudnionym w Belgii, Francji i Portugalii.

Wielki boom na wyjazdy do pracy w Wielkiej Brytanii dobiega końca. Po trzech latach od otwarcia tamtejszego rynku pracy Polacy wracają do domów - pisze “Metro”.

Gdy w 2004 roku Wielka Brytania otworzyła swój rynek pracy, na Wyspy ruszyły tysiące Polaków. Dziś - według różnych danych - w Anglii, Szkocji i Irlandii mieszka od 400 tysięcy do miliona naszych rodaków. I kiedy demografowie poważnie zaczęli obawiać się, że największa w historii fala emigracji wyjechała na zawsze, z Londynu zaczęły napływać pierwsze pocieszające informacje: Polacy zaczęli wracać.

Pokazują to statystyki brytyjskich służb imigracyjnych. O ile w roku 2005 Wyspy na stałe opuściło 40 tys. obywateli nowych państw Unii, to w 2006 było ich już 60 tys. Urzędnicy są pewni - przynajmniej połowa tych “nowych” emigrantów to właśnie Polacy. W tym roku ta tendencja ma się utrzymać, co oznacza, że nad Wisłę może wrócić na stałe od 40 do 50 tys. naszych rodaków - zauważa gazeta.

O tym, że wyjazdowy boom do Wielkiej Brytanii należy już do przeszłości, mówią też dane opublikowane w tym miesiącu przez brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Według Home Office w ostatnim kwartale 2006 r. w Wielkiej Brytanii zatrudniło się 65 tys. pracowników z nowych państw Unii. W pierwszym kwartale tego roku liczba ta spadła do 52 tys., w drugim, gdy na Wyspy powinno przyjechać mnóstwo wakacyjnych pracowników, zatrudniło się tylko 50 tys. osób. W 2005 r. po pracownicze ubezpieczenie, tzw. National Insurance Number, zgłosiło się 91 tys. osób. Od połowy 2006 do końca czerwca 2007 r. - tylko 45 tys.

Kto decyduje się na powrót? Kasia Jankiewicz skończyła ekonomię w rodzinnym Wrocławiu, ale po studiach nie mogła znaleźć pracy. Wyjechała w 2005 roku, w Londynie zatrudnienie znalazła w dwa tygodnie. Zaczęła od sprzątania pokoi w hotelu, ale już po roku awansowała i została zastępcą menedżera. Gdy na koncie uzbierała sumę pozwalającą na kupno mieszkania w Polsce, postanowiła wrócić. Chcę założyć gdzieś pod Wrocławiem mały hotelik - zapowiada. Podobną decyzję podjął Piotr Kołodziej, który dwa lata temu opuścił Koszalin. Pracowałem w pubie. Teraz chcę już wrócić i założyć własną knajpę gdzieś na Pomorzu Zachodnim - mówi.

Polacy nie tylko decydują się na powrót do domów, ale także coraz mniej chętnie je opuszczają. Potwierdzają to agencje zajmujące się wyszukiwaniem pracy w Wielkiej Brytanii. W porównaniu z latami 2005, 2006 zgłasza się o połowę mniej chętnych do pracy na Wyspach - wynika z danych agencji Mackenzie. Być może pewien wpływ ma na to fakt, że poza Wielką Brytanią rynki pracy otworzyła już połowa starych państw Unii, często położonych bliżej Polski - dodaje Agnieszka Jędrzejczak z agencji pracy Jobland.

Zdaniem gazety “Metro”, potencjalnych emigrantów zapewne przekonuje coś jeszcze. Z najnowszych danych GUS wynika, że bezrobocie w Polsce ciągle spada, a w sierpniu wyniosło 12%. Wielu Polaków widzi, że sytuacja na rynku pracy zmienia się na lepsze i zatrudnienie można znaleźć, nie wyjeżdżając z kraju. Z czasem powrotów powinno być o wiele więcej - twierdzi Michał Garapich z Uniwersytetu w Surrey, który bada polską imigrację na Wyspach Brytyjskich.

Mieliśmy być elitą, a wylądowaliśmy w obozie pracy - skarżą się pracownicy łódzkiego zakładu Dell, którzy polecieli na trzymiesięczne szkolenie do irlandzkiego Limerick. Około 100 osób wszczęło akcję protestacyjną - informuje “Dziennik Łódzki”.

Przedstawiciele amerykańskiego koncernu komputerowego Dell pojawili się w Łodzi rok temu. Podczas “dnia otwartego” firmy drzwi łódzkiej filharmonii szturmowało w nadziei na zatrudnienie ponad siedem tys. osób. Angaże ma dostać tysiąc. Pracę mają rozpocząć w listopadzie, gdy ruszy łódzki zakład Della.

Czterystu “pionierów”, którzy jako pierwsi podpisali umowy, w sierpniu poleciało na szkolenie do Limerick, gdzie znajduje się największy europejski zakład Della. Niestety, wielu z nich przeżyło bolesne rozczarowanie.

Polscy menedżerowie od trzech tygodni zmuszają nas do pracy po 12 godzin dziennie, grożąc, że jeśli nie będziemy zostawać dłużej, stracimy posady. A przecież podpisaliśmy kontrakty na ośmiogodzinny dzień pracy - załamuje ręce Piotr, w Dellu zatrudniony przy linii produkcyjnej. Polscy pracownicy Della zostali w większości zakwaterowani w małych wioskach, daleko od Limerick. Polacy nie mają własnych samochodów, nie znają dróg. Do pracy i z pracy wożą ich autobusy, podstawiane przez firmę.

Jesteśmy bezbronni, całkowicie zdani na te nieszczęsne autobusy - mówi gazecie Paweł, inny robotnik Della. A szefowie to wykorzystują. Dla tych, którzy się buntują i zamierzają wracać do domu po ośmiu godzinach, nikt nie zamawia transportu. Po trzech tygodniach harówki zdecydowaliśmy się na strajk - dodaje Paweł.

W ostatnią sobotę Polacy zostali poproszeni, by po godzinach pakowali laptopy do wysyłki. Nie wykonali polecenia. Wyszli z zakładu. W proteście udział wzięło - według różnych relacji - od 30 nawet do 100 osób - informuje “Dzienni Łódzki”.

Od 1 stycznie 2008 r. obywatele ośmiu nowych krajów członkowskich UE, w tym Polski, będą mogli legalnie pracować w Luksemburgu. - To doskonała wiadomość dla unijnych gospodarek - komentuje Komisja Europejska.

Komisja Europejska cieszy się także z ułatwień w dostępie do rynku pracy dla wysoko kwalifikowanych pracowników, jakie niedawno zapowiedział rząd Niemiec.

- Ułatwienia w dostępie albo pełne otwarcie rynku pracy dla obywateli nowych krajów członkowskich z Europy Środkowowschodniej będą z korzyścią zarówno dla gospodarek, jak i całych tych krajów jako takich - oświadczył komisarz ds. zatrudnienia Vladimir Szpidla.

Władze Australii postanowiły rozprawić się z mieszkańcami nadmorskich kurortów żyjącymi z zasiłku dla bezrobotnych i notorycznie odmawiającymi przyjęcia pracy.

Jak donosi korespondent BBC w Sydney Phil Mercer, australijski rząd twierdzi, iż w niektórych miastach na wybrzeżu utrzymuje się uporczywie wysokie bezrobocie, lecz miejscowi zamiast iść do pracy, spędzają czas wylegując się na plaży lub surfując po morzu.

Australijska gospodarka od 15 lat kwitnie i obecnie ogólna liczba bezrobotnych jest najniższa od 30 lat. Tymczasem w rejonach nadmorskich poziom bezrobocia znacznie przekracza średnią krajową.

Jest ścisły związek między wysokim bezrobociem a wybrzeżem - podkreślał minister ds. kształcenia zawodowego i technicznego Andrew Robb. Musimy wywrzeć pewną presję na niektóre z tych regionów - dodał.

Według oficjalnych statystyk bezrobocie w Australii nieznacznie przekracza 4%. Niedobór wykwalifikowanych pracowników w niektórych sektorach spowodował wysyp ofert pracy. By zapełnić niedobory na rynku władze zmuszone są rekrutować zastępy obcokrajowców.

“Rzeczpospolita” obala mit młodego polskiego inżyniera, który marzy o wyjeździe za granicę. Znacznie chętniej niż Polacy pracę poza ojczyzną podjęliby młodzi Niemcy i Francuzi. Blisko 85% studentów uczelni technicznych w Niemczech chętnie poszuka pracy w innym kraju.

Deklaracje polskich studentów plasują się na poziomie młodych Brytyjczyków, Norwegów i Duńczyków. Około 65 procent z nich nie wyklucza wyjazdu z kraju za pracą.

Nieco inaczej przedstawia się ranking szkół biznesowych. Tutaj najchętniej wyjazd deklarują Francuzi - około 84%. Nieco mniej chętni są Niemcy i Norwegowie - około 70%. Polscy ekonomiści wydają się być w tej grupie najmniej mobilni, skoro odsetek chętnych do wyjazdu wynosi najmniej - 59%.

Wyniki badań wskazują na zmianę kryteriów wyboru pracodawcy. Coraz częściej liczy się prestiż, interesujące wyzwania, niż wyższe zarobki. Dlatego najbardziej atrakcyjnymi pracodawcami pozostają międzynarodowe koncerny, jak na przykład IBM, Nokia, czy Ernst & Young.

Polak mieszkający w UK jest mistrzem świata w sprzątaniu. 33-letni Piotr Turbak zamieszkały w Swansea w Wielkiej Brytanii został World Champion Cleaner czyli Światowym Liderem Sprzątania - informuje “Gazeta Wyborcza”.

Tytuł przysłała firma ISS Facility Services, która zatrudnia prawie milion ludzi na całym świecie i w której pracuje Piotr.

Jak mówi sam zainteresowany, zawiadomienie o przyznanym mu tytule dostał pocztą. Z niego dowiedział się, że w ostatnim czasie odbył się ISS World Cup w Stambule, podczas którego ISS UK zostało Championem jako zespół, a on został najlepszym sprzątaczem.

Wyróżnienie, jakie otrzymał Turbak, to oryginalny certyfikat, który jest ceniony na całym świecie i pozwala na łatwe znalezienie pracy choćby we Francji czy Hiszpaniii.

Jaka jest recepta na sukces mistrza w sprzątaniu? Ja po prostu wszędzie zaglądam. W każdy róg - mówi “Gazecie Wyborczej” polski Champion.

Policja w Glasgow (Szkocja) aresztowała troje Polaków - dwóch mężczyzn i kobietę - podejrzewanych o udział w spisku mającym na celu oszukiwanie polskich imigrantów obietnicą nie istniejącej pracy - donosi internetowy serwis BBC.

Oszuści podający się za pracowników agencji zatrudnienia wyłudzali od imigrantów zaliczkę, zwykle w wysokości 200 funtów, w zamian za obietnicę znalezienia im pracy oraz mieszkania.

Przyjeżdżających do pracy spotykał na lotnisku rodak podający się za przedstawiciela agencji, który wyznaczał im spotkanie z innym pośrednikiem na dworcu autobusowym lub kolejowym. Tam imigrant przekazywał pieniądze i otrzymywał numer telefonu komórkowego. Następnie był wywożony w nieznane sobie miejsce i pozostawiany samemu sobie, zaś numer telefonu okazywał się bezużyteczny.

Policja w Glasgow ma udokumentowanych 20 tego rodzaju przypadków. Sądzi, iż dochodzi do nich jednak częściej, ponieważ ofiary tego rodzaju praktyk nie zawsze zgłaszają się na policję. Według policji przypadki oszustw nasiliły się w ostatnich dwóch miesiącach, a “szkoccy” pośrednicy najprawdopodobniej należą do większego gangu.

Przedstawicielka policji Pam Fleming powiedziała BBC, iż imigranci często inwestują swoje życiowe oszczędności po to, by przyjechać do Szkocji, gdzie lądują na ulicy. Wielu w ogóle lub słabo mówi po angielsku i takie doświadczenie jest dla nich dużym wstrząsem.

Według niej nieuczciwi pośrednicy werbują imigrantów, umieszczając ogłoszenia do pracy w lokalnej polskiej prasie w regionach o dużym bezrobociu.

Fleming zaznacza, iż tylko nieznaczny odsetek Polaków w Szkocji zaangażowanych jest w tego rodzaju działalność, a zadaniem policji jest niedopuszczenie, by przybrała większy rozmiar.

Agencje pośrednictwa pracy w W. Brytanii nie pobierają opłat za swoje usługi. Za znalezienie pracowników agencja otrzymuje należność od pracodawcy.

Szkocka policja informuje, że w ostatnim czasie wielu Polaków zostało zwabionych, pozbawionych pieniędzy, a następnie porzuconych przez nieuczciwych pośredników pracy - informuje midlothianadvertiser.co.uk.

Jak przyznała Strathclyde Police szajka przestępców, którzy oferują Polakom nieistniejące miejsca pracy, czerpią korzyści materialne, a następnie pozostawiają ich na ulicy, panoszy się w Glasgow.

Po wylądowaniu na ternie Wielkiej Brytanii niczego nieświadomi Polacy spotykają się z pośrednikami, którzy pobierają od nich opłatę w wysokości około 200 funtów za zapewnienie pracy i lokum. Następnie porzucają ich na ulicach Glasgow.

Wiele z ofiar nie potrafi porozumieć się w języku angielskim i jest zrozpaczona takim przebiegiem wydarzeń - przyznaje policja.

Strathclyde Police zanotował już 20 osobnych przypadków, kiedy osoba została porzucona przez pośrednika pracy. Podejrzewa się, że sytuacji takich zdarza się wiele więcej, jednak nie zostają one zgłoszone.

Jak przyznaje Constable Pam Fleming z Glasgow’s London Road Police Office, niektóre ofiary w wyjazd do Szkocjai inwestują wszystkie oszczędności.

Rekrutowani są przez ogłoszenia ukazujące się w prasie, szczególnie na terenach o dużym bezrobociu.

Podejrzewa się, że fałszywi pośrednicy pracy działają od dwóch miesięcy i są jedynie częścią zorganizowanej grupy przestępczej, jaka działa na terenie UK.

Następna strona →