2008 styczeń : Praca za granicą

Nasi rodacy na Wyspach tak dobrze radzÄ… sobie w prowadzeniu wÅ‚asnych interesów, że coraz częściej ich przedstawicielstwa otwierajÄ… także nad Wisłą - pisze “Metro”.

Wystarczyły niespełna cztery lata, odkąd Wielka Brytania otworzyła swój rynek pracy dla Polaków, aby nasi najbardziej przedsiębiorczy rodacy poczuli się jak prawdziwe rekiny biznesu. Dziś nad Tamizą są tysiące polskich firm. Według obliczeń Centrum Stosunków Międzynarodowych spośród ok. 1,5 miliona polskich imigrantów na Wyspach nawet 15-20% prowadzi własny biznes.

Najwięcej firm powstało w branży remontowo-budowlanej, kurierskiej oraz gastronomii. Ale luki na brytyjskim rynku odkryli też fryzjerzy, graficy komputerowi, a nawet księgowi. Co najważniejsze, naszym rodakom interesy idą tak dobrze, że teraz postanowili rozkręcić działalność nie tylko nad Tamizą, ale również w Polsce.

Eksperci nie majÄ… wÄ…tpliwoÅ›ci, że biznes w dwóch paÅ„stwach to niezÅ‚a inwestycja. Wielu Polaków z Wysp zauważyÅ‚o, że sÄ… branże, na których można zarabiać zarówno tu, jak i tam. Szybko rozwijajÄ…ca siÄ™ gospodarka i niższe koszty utrzymania mogÄ… sprawić, że z czasem wielu przedsiÄ™biorców zdecyduje siÄ™ prowadzić interesy tylko w kraju, bo okaże siÄ™ to równie dochodowe jak w UK - przypuszcza MaÅ‚gorzata Rusewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych “Lewiatan”.

Na razie jednak przedsiÄ™biorczych Polaków do zakÅ‚adania firm nad TamizÄ… zachÄ™cajÄ… liberalne brytyjskie przepisy. Na Wyspach, w przeciwieÅ„stwie do Polski, przez pierwsze trzy miesiÄ…ce można prowadzić biznes na próbÄ™ i nigdzie nie trzeba go rejestrować. A gdy siÄ™ zdecyduje dalej prowadzić firmÄ™, to formalnoÅ›ci zaÅ‚atwi siÄ™ w pięć minut - czytamy w “Metrze”.

GUS szacuje, że na koniec 2006 roku na emigracji czasowej przebywało 1 mln 950 tys. mieszkańców Polski.

Z tego ponad 1 mln 600 tys. w Europie.

W komunikacie podano, że zdecydowana większość czasowych emigrantów z Polski przebywa w krajach członkowskich UE - w końcu 2006 r. było ich ok. 1 mln 550 tys. (najwięcej w Wielkiej Brytanii - ok. 580 tys. oraz w Niemczech - ok. 450 tys.).

Według wstępnych szacunków, w końcu 2007 roku ludność Polski liczyła ok. 38 mln 115 tys. osób, tj. o ponad 10 tys. mniej niż przed rokiem.

Wyjazdy do Ameryki interesują Polaków coraz mniej. Tylko w ciągu dwóch lat prawie o 15 procent spadła liczba wiz wydawanych przez amerykańskie konsulaty.

Najbardziej od USA odwrócili siÄ™ studenci - w zeszÅ‚ym roku do prac sezonowych wyjechaÅ‚o ich za ocean aż o jednÄ… trzeciÄ… mniej niż w 2005 r. Mimo to nie mamy co liczyć na szybkie zniesienie wiz - zauważa “Dziennik”.

“Dolar jest sÅ‚aby, wiÄ™c zarobek w USA przestaje siÄ™ opÅ‚acać. Tym bardziej że otworem stoi dla Polaków rynek pracy prawie caÅ‚ej Europy, a tam pensje sÄ… nie tylko wyższe, ale i legalne” - przyznajÄ… amerykaÅ„scy dyplomaci.

W zeszłym roku 113 tys. Polaków otrzymało 90-dniowe wizy na wyjazd do USA, które często były wykorzystywane przez nielegalnych pracowników. To o 16 tys. mniej niż dwa lata wcześniej.

Na legalny zarobek w Stanach mogÄ… liczyć studenci. W ramach programu “travel and work” co roku amerykaÅ„scy pracodawcy oferujÄ… kilkadziesiÄ…t tysiÄ™cy sezonowych miejsc pracy w hotelach, restauracjach, przy obsÅ‚udze turystów i pracach w farmach. Ale liczba chÄ™tnych do ich podjÄ™cia maleje. W zeszÅ‚ym roku z programu skorzystaÅ‚o zaledwie 13,5 tys. polskich studentów wobec 19,5 tys. w 2005 r. i 16,5 tys. w 2006.

“Choć od lat współpracujemy z tymi samymi przedsiÄ™biorcami w USA, coraz trudniej jest nam znaleźć dla nich pracowników” - przyznaje Urszula Nowak z warszawskiego biura BTC zajmujÄ…cego siÄ™ obsÅ‚ugÄ… “travel and work”.

Wraz ze spadkiem wartoÅ›ci dolara oferowane studentom warunki staÅ‚y siÄ™ maÅ‚o atrakcyjne. PÅ‚aca netto nie przekracza 15 zÅ‚ na godzinÄ™ (6-7 dolarów), tyle, ile dostajÄ… w USA nielegalnie latynoscy imigranci. Polscy studenci muszÄ… jednak sami zapÅ‚acić za bilet lotniczy (okoÅ‚o 2 tysiÄ™cy zÅ‚otych), zakwaterowanie i wyżywienie. “WyjeżdżajÄ… już głównie ci, którzy chcÄ… przy okazji turystycznie poznać AmerykÄ™. OdÅ‚ożyć poważniejszych pieniÄ™dzy w ten sposób raczej siÄ™ nie da” - przyznaje Urszula Nowak.

Czy wobec słabnącego zainteresowania wyjazdami za ocean Amerykanie wreszcie zrezygnują z wymogu wizowego, bo obrona USA przed najazdem polskich emigrantów stała się bezprzedmiotowa?

W zeszÅ‚ym roku Waszyngton podwyższyÅ‚ z 3 do 10 proc. udziaÅ‚ odmów wydawania wiz, do którego muszÄ… dostosować siÄ™ paÅ„stwa starajÄ…ce siÄ™ o przystÄ…pienie do programu Visa Waiver. “Z moich informacji wynika, że w ostatnim kwartale ubiegÅ‚ego roku nastÄ…piÅ‚ skokowy spadek wyjazdów Polaków do USA z naruszeniem warunków wydawania wiz” - twierdzi szef MSZ RadosÅ‚aw Sikorski w wywiadzie dla “Newsweeka”.

Do peÅ‚nej swobody wyjazdów droga pozostaje jednak jeszcze daleka. “Co piÄ…ta osoba starajÄ…ca siÄ™ o wizÄ™ nie otrzymuje jej” - przyznaje rzecznik ambasady USA w Warszawie, Andrew Schilling.

UdziaÅ‚ odmów nie maleje proporcjonalnie do spadku zainteresowania wyjazdami do Stanów, bo kryteria przyznawania wiz nie sÄ… precyzyjnie sformuÅ‚owane. AmerykaÅ„ski konsul w trakcie 2 - 3-minutowej rozmowy musi rozstrzygnąć, czy petent jest wystarczajÄ…co “zwiÄ…zany z PolskÄ…”, aby nie chcieć pozostać nielegalnie za oceanem.

Ponad 21 milionów funtów rocznie płacą angielscy podatnicy na dzieci polskich imigrantów. Jednak większość z tych pociech wciąż przebywa i żyje nad Wisłą. Dlatego Brytyjczycy chcą tak zmienić przepisy, by zakazać Polakom pobierać dodatek.

O nadzwyczajnej szczodroÅ›ci brytyjskiego prawa pisze dziennik “Daily Express”. Jak podajÄ… publicyÅ›ci gazety, dodatki na dzieci pobiera 16,286 Polaków dla 26,711 swoich pociech, które mieszkajÄ… w ojczyźnie. W sumie rzÄ…d Jej Królewskiej MoÅ›ci wypÅ‚aca im rocznie 21,4 mln funtów. Rodzina z dwójkÄ… dzieci może otrzymać nawet 1,5 tysiÄ…ca funtów rocznie dodatku co, jak zauważa gazeta, jest u nas małą fortunÄ….

To wynik przepisów obowiązujących w Wielkiej Brytanii od 1973 roku. Na ich podstawie mieszkaniec Unii Europejskiej pracujący w jednym z krajów UE i płacący tam podatki, może ubiegać się o dodatek na swoje dziecko przebywające w innym kraju.

Polacy nader chÄ™tnie to robiÄ… i sÄ… najwiÄ™kszÄ… grupÄ… korzystajÄ…cÄ… z brytyjskich przepisach. Te chcÄ… jednak zmienić brytyjczycy. - Przepisy muszÄ… być zmienione by upewnić siÄ™, że te wypÅ‚aty dostanÄ… tylko zasÅ‚ugujÄ…ce na to dzieci obywateli brytyjskich - powiedziaÅ‚a “Daily Express” Corin Taylor ze zwiÄ…zku podatników TaxPayers’ Alliance.

- Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, by płacić dodatki na dzieci wg brytyjskich stawek polskim dzieciom, gdzie wydatki na życie są ułamkiem tego, co u nas - wtórował jej Andrew Green z Migrationwatch.

Gazeta zwraca też uwagę, że liczba Polaków przebywających na Wyspach Brytyjskich w celach zarobkowych wcale nie maleje. W tej chwili wynosi ona 1,3 miliona i jest to sześć razy więcej niż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Emigranci w Walii nie powodują wzrostu bezrobocia wśród Brytyjczyków ani nie wstrzymują podwyżek pensji - mówi oficjalny raport. Pracownicy spoza Wielkiej Brytanii często wypełniają lukę na stanowiskach, których nie chce przyjąć nikt z tutejszych mieszkańców - możemy przeczytać w serwisie BBC.

Jeff Hopkins z Polish-Welsh Mutual Association mówi, że ten raport obala wszelkie mity, które otaczają takich pracowników.

Raport jest działem konsultantów z Welsh Assembly Goverment. Chwali on entuzjazm emigrantów i wskazuje na to, że chętnie zatrudniają się na stanowiskach, których nie chcą Brytyjczycy.

Nie ma aktualnych danych na temat liczby pracujących emigrantów w Walii, ale szacuje się, że może być ich ok. 17 tys. Około 2 tys. osób, wśród nich wielu Polaków, mieszka w Llanelli w Carmarthenshire i zdarza się, że zarabiają tu w ciągu tygodnia tyle ile w swoim kraju dostaliby za miesiąc pracy.

Wśród takich osób jest Radek Tuczyński, który pracuje w Parker Plant Hire w Llanelli. Przyznaje, że przyjechał do Walii, by zacząć lepsze życie i zarobić więcej pieniędzy. Jego szef, George Parker, potwierdza, że emigranci, których zatrudnia nie zajmują miejsc pracy jego rodakom. Emigranci chętnie podejmują się pracy, której nie chce podjąć się żaden Brytyjczyk - mówi.

Eksperci są pewni, że wieloletni napływ emigrantów nie ma nic wspólnego ze wzrostem bezrobocia w 2005 i 2006 roku. Nie ma również wpływu na zahamowanie podwyżek płac.

Jeff Hopkins uważa, że polscy emigranci bardzo integrują się z lokalną społecznością i gdy zaczynają mówić biegle po angielsku nie mają problemów ze znalezieniem pracy. Tak naprawdę powinniśmy być im wdzięczni - mówi. Gdyby nie oni, wiele naszych inwestycji by upadło, bo nie mielibyśmy pracowników.

Sean O’Sullivan, dyrektor HOS Construction w Gorseinon, uważa, że emigranci nie zaniżajÄ… stawek. Wszyscy nasi pracownicy dostajÄ… takÄ… samÄ… pensjÄ™, szczególnie ci dobrze wyksztaÅ‚ceni. GdybyÅ›my zaniżali pensje, nasi pracownicy szybko przenieÅ›liby siÄ™ na lepiej pÅ‚atne miejsca pracy. Nie zatrudniamy nikogo dlatego, że jest z Polski czy też z innego kraju. To tutaj prowadzimy dziaÅ‚alność i szukamy nowego pracownika.

W listopadzie zeszłego roku, członek Walijskiej Partii Narodowej - Adam Price, oskarżył niektóre agencje pracy o wyszukiwanie tanich pracowników z Europy Wschodniej na koszt biednej społeczności walijskiej.

W Czechach podjÄ™to dochodzenie w sprawie traktowania Polaków zatrudnionych w zakÅ‚adach koncernu Skoda Auto - podano na stronie internetowej czeskiego rzecznika praw obywatelskich. Kontrole przeprowadzone w Ostrawie wykazaÅ‚y, że agencja Zetka Auto (która prowadziÅ‚a nabór do pracy w czeskiej fabryce) “w dużym stopniu nie wywiÄ…zaÅ‚a siÄ™ ze swych zobowiÄ…zaÅ„, nie zapewniajÄ…c, by warunki pÅ‚acy i pracy tymczasowych pracowników nie byÅ‚y gorsze od tych, jakie majÄ… pracownicy etatowi” - gÅ‚osi raport rzecznika Otakara Motejla.

W październiku 2006 roku “Gazeta Wyborcza” napisaÅ‚a, że Polacy w zakÅ‚adach Skody w Mladej Boleslavi w Å›rodkowych Czechach traktowani sÄ… jak niewolnicy.

Według dziennika około 900 polskich robotników było terroryzowanych, źle wynagradzanych, zmuszanych do pracy przez 16 godzin na dobę, a w razie odmowy karanych potrąceniami wynagrodzenia lub utratą kilku dni urlopu, a nawet biciem. Ponadto mieszkali w nieogrzewanym baraku bez dostępu do ciepłej wody.

Zetka Auto oświadczyła wówczas, że oskarżenia są absurdalne, wskazując, że miesięczna płaca brutto Polaków wynosiła co najmniej 10 617 koron (375 euro), czyli - zauważa AFP - dwa razy mniej niż średnie wynagrodzenie w miejscowym przemyśle w tamtym czasie.

Po kontroli czeskiej inspekcji pracy w Zetce Auto wdrożono dochodzenie - podało biuro czeskiego ombudsmana.

Decyzja co do dalszych kroków zapadnie w ciągu najbliższych tygodni - powiedziała AFP rzeczniczka biura Iva Hrazdilkova.

W Czechach pracuje - według danych czeskiego rządu - około 25 tysięcy Polaków, głównie w przemyśle samochodowym i chemicznym. Większość zatrudnionych jest na umowach tymczasowych.

Zatrudnienie kobiet w Unii Europejskiej powoli, ale stale rośnie. Wciąż jednak zarabiają one mniej - średnio o 15% - od mężczyzn, i to mimo lepszego wykształcenia. Takie wnioski płyną z opublikowanego w środę raportu Komisji Europejskiej na temat równości kobiet i mężczyzn na rynku pracy w UE.

Mimo unijnego prawa, które nakazuje, by za tę samą pracę kobiety i mężczyźni zarabiali tyle samo, mieszkanki Unii Europejskiej zarabiają średnio o 15% mniej niż mężczyźni.

W Polsce ta różnica jest nieco mniejsza i wynosiła w 2006 roku 12%. Najlepsza sytuacja jest na Malcie, w Belgii i w Słowenii, gdzie kobiety zarabiają mniej od mężczyzn o odpowiednio 3,7 i 8%, a najgorsza - w Estonii (24%), na Cyprze (24%) Słowacji (24%) i w Niemczech (24%).

W 2006 roku odsetek zatrudnionych kobiet wynosił średnio w UE 57,2% czyli o 3,5 punktu procentowego więcej niż w 2001 roku. W tym samym okresie zatrudnienie mężczyzn wzrosło w UE tylko o 0,7 punktu procentowego. W Polsce zatrudnienie kobiet wzrosło z 47,7% w 2001 roku do 48,2% w 2006 r., a mężczyzn w tym samym czasie z 59,2 do 60,9%.

W przeciwieństwie do unijnych tendencji w Polsce nie rośnie natomiast zatrudnienie kobiet starszych wiekiem. Podczas gdy w UE od 2001 do 2006 roku średnie zatrudnienie kobiet w wieku 55-66 wzrosło z 28,2% do 34,8%, w Polsce zmalało z 20,4% do 19%. Dla kontrastu - w Szwecji zatrudnienie kobiet starszych wynosi obecnie 68,9%, w Estonii 59,2%, a Finlandii 54,3%.

Globalnie na 12 mln miejsc pracy stworzonych w Unii Europejskiej od 2000 roku 7,5 mln zajęły kobiety.

Te pozytywne wyniki nie pozwoliły jednak na zniwelowanie wciąż istniejących poważnych różnic na rynku pracy między mężczyznami a kobietami.

“Podczas gdy kobiety sÄ… lepiej wyksztaÅ‚cone od mężczyzn, ich kariera jest na ogół krótsza, wolniejsza i wciąż zarabiajÄ… za maÅ‚o w porównaniu z mężczyznami. Wciąż pozostaje wiÄ™c wiele do poprawy” - oÅ›wiadczyÅ‚ unijny komisarz ds. zatrudnienia Vladimir Szpidla.

W Polsce jest najwyższy odsetek kobiet z wyksztaÅ‚ceniem “przynajmniej Å›rednim” w wieku 20-24 lat i wynosiÅ‚ w 2006 roku 93,8%. Åšrednia unijna dla kobiet to 80,7%, a dla mężczyzn 74,8%.

Raport ujawnia też, że zatrudnienie kobiet posiadających dzieci jest w UE średnio niższe o prawie 7 punktu procentowego niż wśród kobiet bezdzietnych. W Polsce ta różnica jest jeszcze większa i wynosi 9 punktów.

Kobiety wciąż mają też kłopoty, by uzyskać zatrudnienie na stanowiskach kierowniczych. Proporcja kobiet kierujących przedsiębiorstwami odrobinę wzrosła i wyniosła w 2006 roku 32,6%, o około 2 punktu więcej niż w 2001 roku. W Polsce wzrost był nieco wyższy od unijnej średniej: z 32,1% do 35,2%.

Polacy pracujący za granicą wciąż czekają na tzw. abolicję podatkową. Jej wprowadzenie rozważają kolejne rządy, by zachęcić rodaków do powrotu. Czy emigranci doczekają się wreszcie abolicji?

“Rz” dotarÅ‚a do pierwszego projektu nowelizacji ustawy o PIT, autorstwa LiD. Niewykluczone, że poprÄ… go inne kluby parlamentarne. Nad uregulowaniem tej sprawy zastanawia siÄ™ także Platforma Obywatelska.

– Rozpatrzymy wszystkie możliwe rozwiÄ…zania, które sÅ‚użyÅ‚yby abolicji – mówi poseÅ‚ Krystyna SkowroÅ„ska, wiceprzewodniczÄ…ca Komisji Finansów Publicznych (PO).

Projekt dotyczy Polaków, którzy pracowali za granicÄ… i choć musieli w Polsce zapÅ‚acić podatek od wszystkich zarobionych w latach 2002 – 2006 pieniÄ™dzy, to tego nie zrobili. WymagaÅ‚y tego niekorzystne umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Chodzi m.in. o osoby pracujÄ…ce w Wielkiej Brytanii czy Austrii.

Projekt przewiduje, że pracujÄ…cy za granicÄ… Polacy bÄ™dÄ… mogli rozliczyć zarobione za granicÄ… w latach 2002 – 2006 pieniÄ…dze wedÅ‚ug korzystniejszej metody wyłączenia z progresjÄ…. DziÄ™ki temu bÄ™dÄ… opodatkowani na takich samych zasadach jak np. pracujÄ…cy w Irlandii. JeÅ›li w Polsce nie uzyskiwali dochodów, nie bÄ™dÄ… nawet musieli skÅ‚adać tu zeznania za dany rok ani zawiadamiać urzÄ™du skarbowego o skorzystaniu z abolicji. Oznacza to, że osoby, które legalnie pracowaÅ‚y za granicÄ… i tam też zapÅ‚aciÅ‚y z tego tytuÅ‚u podatek, nie bÄ™dÄ… musiaÅ‚y dopeÅ‚niać w Polsce żadnych formalnoÅ›ci (chyba że w Polsce uzyskaÅ‚y inne dochody). Polski fiskus nie bÄ™dzie ich Å›cigaÅ‚ za wykroczenia czy przestÄ™pstwa skarbowe, a wszczÄ™te postÄ™powania bÄ™dzie umarzaÅ‚. Nie naliczy im też odsetek za zwÅ‚okÄ™.

O oszukanie prawie stu osób podejrzewają policjanci dwóch braci z powiatu kazimierskiego (Świętokrzyskie), którzy pobierali zaliczki za pomoc w znalezieniu pracy w Norwegii i Anglii.

Jak poinformowaÅ‚ w Å›rodÄ™ zespół prasowy Å›wiÄ™tokrzyskiej policji, ustalono, że bracia w wieku 20 i 22 lat, w grudniu w jednej z gazet zamieÅ›cili ogÅ‚oszenie o tym, że sÄ… w stanie “zaÅ‚atwić” pracÄ™ w Norwegii lub Anglii. Obiecywali wysokie zarobki, ale nic nie zaÅ‚atwiali.

Za “poÅ›rednictwo” mężczyźni pobierali opÅ‚aty w wysokoÅ›ci od 150 do 450 zÅ‚. W ten sposób na ich konta wpÅ‚ynęło przynajmniej 9 tys. zÅ‚. Jeden z pokrzywdzonych byÅ‚ tak zainteresowany propozycjÄ…, że oddaÅ‚ mężczyznom w zastaw swój samochód o wartoÅ›ci 3 tys. zÅ‚.

Bracia nie mieli żadnych uprawnień do prowadzenia tego rodzaju działalności. Policja nie wyklucza, że w toku postępowania ujawni kolejne poszkodowane osoby. Obu braciom grozi kara do ośmiu lat więzienia.

Polscy lekarze, dorywczo wykonujący dyżury za ich angielskich i szkockich kolegów, spędzają w podróży kilkanaście godzin i przystępują do pracy zmęczeni, co niepokoi brytyjskie władze służby zdrowia i organizacje ochrony interesów pacjenta.

Reportaż, w którym wystąpił dr Piotr Robiński z Poznania podróżujący raz na dwa tygodnie do Glasgow, a następnie do Aberdeen, nadała telewizja BBC 2. Polski lekarz przed przystąpieniem do pracy na zastępstwie w Szkocji, jest w podróży bez przerwy przez ponad 13 godzin.

Lekarz, lub inny profesjonalista, w stanie niezdolności do pracy jest nie do przyjęcia. W przypadku skarg na niego, Rada Lekarska (General Medical Council, organ samorządu lekarzy) powinna je zbadać i podjąć działania łącznie z usunięciem go z listy, jeśli uzna to za uzasadnione - powiedział w programie Ben Bradshaw, sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia.

Po tak wyczerpującej podróży do pracy, lekarz musi być bardzo zmęczony. Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób mógłby w takich warunkach poświęcić pacjentom należytą uwagę - zauważył dr Anthony Halperin ze Stowarzyszenia Pacjentów.

Polski lekarz pracuje od poniedziałku do czwartku w pełnym wymiarze godzin w Poznaniu. Co drugi piątek budzi się o 4.00 rano, jedzie samochodem do Wrocławia, skąd samolotem tanich linii Ryanair odlatuje do Glasgow. Na miejscu, wynajętym samochodem, jedzie do Aberdeen. Wraz z kierowcą przystępuje do pracy na 5-godzinnej zmianie z piątku na sobotę, a następnie pracuje na dwóch 9-godzinnych dyżurach w sobotę i niedzielę.

Za godzinę pracy otrzymuje ok. 80 funtów, choć w czasie niektórych świąt stawka sięga nawet 200 funtów. W Szkocji i Anglii nie ma wystarczającej liczby lekarzy gotowych wykonywać dyżury, poza normalnymi godzinami pracy. Na mocy przepisów unijnych, nie można ich zmusić do pracy przekraczającej 48 godzin tygodniowo, jeśli się na nią nie zgodzą.

O to, by przed przystąpieniem do pracy lekarz był w dobrej formie odpowiada agencja pośrednicząca w zatrudnieniu go. Agencja zapewnia, że 40 polskim lekarzom, których ma zarejestrowanych, radzi, by zmniejszyli obciążenie pracą w Polsce, ale jak zauważa BBC, nie ma tego jak wyegzekwować.

Lekarze w W. Brytanii zwykle mają tylko jedną pracę, zaś w Polsce zwykle więcej niż jedną. Nie ma niczego dziwnego w tym, że oprócz pracy w Polsce, pracuję gdzie indziej. Gdyby nie to, że znalazłem drugą pracę w Szkocji, to bym jej szukał w Polsce - mówi dr Robiński.

NastÄ™pna strona →